Ewelina Skardzińska: Nie wyglądało to dobrze

   
Autor:
Dodano: 2011/11/14 18:02    views 3306

Miało być kolejne zwycięstwo i to przed własną publicznością a skończyło się rozgoryczeniem i zawodem. O przyczynach porażki MKK Siedlce z AZS Uniwersytetem Gdański mówi środkowa Ewelina Skardzińska.

Michał Michalski: Dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach, związana z terminem wolnym w poprzedniej kolejce, nie wpłynęła na zespół zbyt dobrze?

Ewelina Skardzińska: To prawda. Miałyśmy przez ten czas popracować nad wydolnością fizyczną, a można było odnieść wrażenie, że byłyśmy nieco zmęczone. Po drugie w ciągu tych dwóch tygodni zabrakło nam trochę rzutów. Dziś nie trafiałyśmy  z czystych pozycji i to było głównym powodem tego, że ten mecz wyglądał tak a nie inaczej.

Było widać jeszcze wiele innych mankamentów w waszej grze. Zgodzisz się ze mną?

– O tym meczu wiele dobrego nie można powiedzieć. Nie wyglądało to tak jak powinno. Nie byłyśmy skupione tak jak zawsze. Powinnyśmy grać zespołowo i stosować wyćwiczone zagrywki, nad którymi pracowałyśmy a zaczęłyśmy niepotrzebnie kombinować. Poza tym nie grałyśmy razem w obronie, nie pomagałyśmy sobie tak jak dotychczas, a wiadomo, że koszykówka jest grą zespołową i samemu meczu się nie wygra. Z rzutami też było słabo. Było wiele przypadków takich, że niepotrzebnie oddawałyśmy rzut, zamiast wypracować sobie lepszą pozycję, a zdarzało się też tak, że upływały 24 sekundy i musiałyśmy oddawać rzut z jakiejkolwiek pozycji licząc, że się uda.

Dzisiaj oprócz fatalnej skuteczności miałyście też kłopoty z obroną w wykonaniu przeciwniczek. Dlaczego?

– Na obronę nie ma żadnych wymówek. To jest w 100% nasza win. Dałyśmy się mijać ze środka, do końcowej. Zabrakło tutaj komunikacji między nami.

Meczów  u siebie nie powinno się przegrywać…

– Tak, powinnyśmy wykorzystać atut własnej sali. Myślę, że może częściej powinnyśmy trenować tu. Kto wie czy nie warto nad tym pomyśleć. W związku z tym, że nie udało się wygrać u nas, trzeba się skupić na następnym meczu i zwyciężyć na wyjeździe.

To na czym należałoby popracować przed najbliższym meczem?

– Nad tym wszystkim co dziś zawiodło: obrona, skuteczność, komunikacja.

Sympatycy żeńskiego basketu w naszym mieście są ciekawi nowych zawodniczek, stąd też zapytam i Ciebie skąd przybyłaś do MKK Siedlce, gdzie grałaś wcześniej?

– Mam 26 lat, pochodzę z Białegostoku. W tym mieście zaczynałam swoją przygodę z koszykówką. Tak jak większość dziewczyn zaczęło się od szkoły podstawowej, przez gimnazjum, liceum. Grałam w zespole kadetek i juniorek. Następnie rozpoczęłam grę we Włókniarzu Białystok, który występował w I lidze. Niestety drużyna w pewnym momencie się rozpadła a ja wyjechałam za ocean, do Stanów. Grałam tam cztery lata: dwa w Missouri, dwa na Florydzie. Dwa sezony temu wróciłam do Polski i… zrobiłam sobie przerwę. I jak widać, wróciłam znów do grania.

Nie żałujesz swojej decyzji?

– Ciągnęło mnie do koszykówki. Tęskniłam za tym i brakowało mi grania. Nie żałuję, że wróciłam. Bardziej żal mi tej dwuletniej przerwy. Chociaż z drugiej strony, przez to, że tak długo nie grałam, mam teraz taką żądzę grania. A że trafiła się drużyna w miarę blisko to skorzystałam z okazji.

Z jakimi nadziejami przyszłaś do MKK Siedlce?

– Na pewno chcemy z dziewczynami zająć miejsce w pierwszej ósemce.

Jakimi atutami wspomożesz zespół w tym celu?

– Uważam, że rzutem i grą w obronie. W Stanach moja trenerka postawiła u mnie na rzut za 3. Tutaj w związku z tym, że jestem jedną z najwyższych w drużynie, to gram bliżej kosza, a jeśli trzeba to mogę też grać na zewnątrz i wtedy próbować rzutów za 3.

Wszystko brzmi ładnie. Czyżby Ewelina Skardzińska nie miała słabych punktów?

– Nie mam słabości (śmiech). A tak poważnie, to czasami się zniechęcam, ale jest to mobilizujące. Nie poddaję się wtedy, a staram się zebrać w sobie.

Dziękuję za rozmowę.

 

źródło: własne; foto: Maciej Sztajnert








Sponsorzy

Patronat medialny