Pierwsza siedlecka zawodniczka MMA – wywiad z Aleksandrą Jurkowską

   
Autor:
Dodano: 2015/04/08 23:00    views 4755

Cofnijmy się ponad pięć lat. W lutym 2010 roku w pierwszej walce kobiet w formule MMA w Poznaniu zobaczyliśmy reprezentującą klub MMA Okniński Siedlce Aleksandrę Jurkowską. Pochodząca z Łosic zawodniczka była pierwszą kobietą z Siedlec i jak do tej pory jedyną, która wyszła na ring, by rywalizować w najbardziej wszechstronnej formule walki. Udało nam się porozmawiać z Olą na temat tego historycznego momentu dla siedleckiej sceny sportów walki.

 

Swoją walkę w formule MMA stoczyłam w lutym 2010-ego roku na gali Poznań vs reszta Polski organizowanej przez Pana Grzegorza Samolewskiego. Moją przeciwniczką była miejscowa Klaudia Stępień. Trenowałam wtedy w klubie prowadzonym przez Piotra Rejtczaka MMA Okniński Siedlce, który działa do dzisiaj i odnosi sukcesy. Walka rozegrała się w stójce. Pamiętam że przed samą walką dowiedziałam się, że nie będziemy mogły używać kolan podczas pojedynku. Miałam cały plan na walkę oparty na kolanach, a tutaj takie zaskoczenie. Ostatecznie udało się wygrać ten pojedynek, chociaż Klaudia okazała się niezwykle twardą zawodniczką.

Walka Jurkowska vs Stępień z gali WSW w Poznaniu

Oglądając gale KSW czy FEN w telewizji można wyrobić sobie stereotyp, że wszystkie gale MMA są wielkim widowiskiem artystycznym, gdzie te walki są równie ważne, albo nawet mniej ważne niż sama oprawa. Pan Grzegorz Samolewski znany jest z tego, że na jego galach najważniejsi są zawodnicy i widowisko sportowe. Jak ową oprawę gali zapamiętała więc zawodniczka trenowana przez Piotra Rejtczaka:

Sama organizacja gali była w porządku. Mieliśmy problem z wejściem na halę. Na szczęście udało się rozwiązać sytuację z wejściem na galę i stoczyć walkę.

Obecnie zawodnicy MMA są niemal w pełni profesjonalnymi sportowcami. Mają dokładnie ułożone diety, których muszą rygorystycznie przestrzegać, trenują kilka razy dziennie, a do każdej walki przygotowują się przez kilka tygodni. Oto jak przygotowywała się Aleksandra Jurkowska, gdy jeszcze Mariusz Pudzianowski nie myślał o MMA:

Tak naprawdę nigdy nie trenowałam MMA. Gdy zaczynałam trenować, to w Siedlcach jeszcze trenowano brazylijskie jiu jitsu. Nie było nawet mowy o przekrojowych treningach. Oprócz tego trenowałam również muay thai, które wspominam najmilej oraz kickboxing, karate i taekwondo. Jeśli chodzi o moją karierę zawodniczą, to stoczyłam kilkanaście walk – w tajskim boksie, karate, grapplingu oraz w jiu jitsu. Gdy trenowałam nie było zbyt wiele przeciwniczek na zawodach, wystarczyło wygrać walkę i miało się medal.

Sporty walki kiedyś były uznawane za wyłączną domenę mężczyzn. Obecnie coraz więcej kobiet trenuje i rywalizuje, a walki pokazywane są w największych polskich telewizjach. Jak powiedziała nam bohaterka tego artykułu, do treningów sportów walki wcale nie zainspirowały jej filmy z Van Dammem:

Jeśli chodzi o początek treningów, to chciałam zapisać się na aerobik, poszłam się zapisać, ale się okazało, że to wcale nie jest aerobik tylko karate. Razem z bratem Adamem [Adam Parafiańczuk utytułowany zawodnik BJJ – przyp. red.] zapisaliśmy się na karate, później trenowaliśmy BJJ pod okiem kuzyna Piotra Rejtczaka, Rafała Szafrańskiego. Zawsze lubiłam robić coś innego niż wszyscy. Później poznałam Edytę, która prowadziła zajęcia muay thai i myślę, że tak naprawdę to ona mnie najwięcej nauczyła.

Gdy zaczynamy trenować sporty walki rodzina często się dziwi, dlaczego nasz wybór padł właśnie na taką formę rekreacji ruchowej. Ma to miejsce zwłaszcza w przypadku, gdy żaden z rodziców sam nie uprawiał sztuk walki. W rodzinie Aleksandry Jurkowskiej było podobnie:

Rodzice nie byli przeciwni moim treningom, ani walkom. Mąż wiedział na co się pisze, bo trenowałam gdy już się poznaliśmy. Moje ciocie przeżywały tylko, kiedy przy świętach rodzinnych wychodziły na jaw sine piszczele, czy limo pod okiem. Znajomi obejrzeli pojedynek, gratulowali.

Jurkowska udanie zadebiutowała w MMA, jednak postanowiła nie kontynuować kariery w tym sporcie. Zapytaliśmy Olę, dlaczego nie zdecydowała się postawić kolejnego kroku:

Nie poszłam dalej w sporty walki, gdyż w grudniu tego samego roku, w którym zadebiutowałam w MMA zaszłam w ciążę. Sporty walki to jedna z tych dyscyplin, które lekarze zdecydowanie odradzają kobietom w ciąży. Wyjątkowo postanowiłam się do tego zastosować. Po porodzie nie miałam już takiej motywacji. Być może dlatego, że żeby odnosić sukcesy w sporcie, potrzeba dużo wysiłku, samozaparcia i czasu, a przy dzieciach żadna z tych rzeczy nie przychodzi łatwo. W dalszym ciągu od czasu do czasu pojawiam się na treningach, ale jest to już tylko czysta rekreacja i mój sposób na relaks. Pasją jednak w tej chwili są dla mnie moi dwaj synowie, nawet prowadzę o nich bloga – www.naszekluski.pl.

Każdy sport niesie za sobą jakieś korzyści. Sporty walki uczą przede wszystkim dyscypliny i kształtują charakter. Czy sporty walki są odpowiednie dla kobiet według pionierki kobiecego MMA w Polsce?

Myślę, że do sportów walki trzeba mieć odpowiedni charakter. Nie każdemu perspektywa okładania się po twarzy sprawi przyjemność. I płeć nie ma tu wielkiego znaczenia. Chociaż sporty walki są na tyle zróżnicowane, że zapewne większość z nas mogłaby znaleźć tam coś dla siebie. Mówiąc za siebie – mi na pewno sporty walki pomogły zbudować pewność siebie, przekonanie o tym, że bez pracy nie ma rezultatów oraz znajomość z wieloma naprawdę ciekawymi ludźmi.

 

autor: Paweł Sawicki

źródło: własne








Sponsorzy

Patronat medialny