Nie ukrywamy, że celem jest awans do I ligi

   
Autor:
Dodano: 2020/08/28 9:45    views 2245

Zapraszamy na wywiad z nowymi sternikami Pogoni Siedlce – prezesem Rafałem Maletką oraz inwestorem i jednocześnie wiceprezesem klubu Sławomirem Kiełbusem.

Jest pan nowym prezesem Pogoni. Jak wyglądały początki w Siedlcach?

Rafał Maletka: Nasze intencje od początku były jasne. Ze Sławkiem od razu mieliśmy pomysł na zarządzanie klubem, dlatego chcieliśmy o tym projekcie konkretnie rozmawiać. Już w minionej rundzie pojawiałem się kilka razy na stadionie w Siedlcach. Robiłem mały research, jak to wszystko ogólnie wygląda , jeżeli chodzi o stadion oraz bazę treningową.

Tym, co łączy panów jest Piastów, teraz już też oczywiście Siedlce. Jak rozpoczęła się panów znajomość?

RM: Tym, co nas połączyło, było to, że obaj występowaliśmy w tym samym klubie Piaście Piastów. Kiedy byłem prezesem pierwszoligowej Piastovii (liga kobiet – przyp. red.), Sławek odwiedzał Piastów i podczas jednego z meczów poznaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać i od samego początku złapaliśmy dobry kontakt. Nasza znajomość czysto koleżeńska trwa już wiele lat. Dzwoniliśmy do siebie, nie tylko w sprawach związanych z piłką. Nagle któregoś dnia dostałem telefon i usłyszałem: “Słuchaj mamy super projekt. Wchodzisz w to?” Byłem zaskoczony, gdyż miałem zupełnie inne plany zawodowe. Chodziło oczywiście o Pogoń Siedlce i muszę przyznać, że jest to dla mnie ogromna zmiana. Niedawno założyłem własną działalność, odszedłem z Piastovii, zostawiając klub w dobrych rękach i w dobrej kondycji finansowej. Znam jednak Sławka, dał mi szansę wejścia w ten projekt i zgodziłem się. Wiedzieliśmy także, że mamy Bartka Tarachulskiego i dlatego teraz jestem tutaj w Siedlcach.

Właśnie można powiedzieć, że ma już pan doświadczenie w zarządzaniu klubem, bo tak jak zostało już wspomniane był pan najpierw dyrektorem sportowym, a następnie prezesem Piastovii.

RM: Dostałem propozycję pracy od Włodzimierza Golferta, który był założycielem Piastovii i zgodziłem się. Klub był na skraju upadku i mogę powiedzieć, może nieskromnie, że uratowałem Piastovię. Zostałem dyrektorem i na samym początku wyłożyłem swoje prywatne pieniądze, żeby klub stanął na nogi. Zrobiliśmy akademią, szkoliliśmy dziewczyny, ale wiem, że teraz czeka mnie dużo większe wzywanie i większy projekt. Jestem przekonany, że z tym zarządem, jaki mamy, możemy zrobić wiele dobrego dla klubu.

Szybko przekształcił się pan z piłkarza w działacza, gdyż kariera została dość szybko zahamowana przez kontuzję.

RM: Kariera to za duże słowo (śmiech). Ale tak byłem czynnym piłkarzem-amatorem. Trochę pograłem, byłem napastnikiem. Oczywiście długo to nie trwało i mam jakieś niespełnione ambicje, bo każdy chce grać jak najwyżej. Teraz liczę, że wyżej zajdę w roli działacza i wspólnie dokonamy wiele dla Pogoni. Już teraz działamy. Można powiedzieć, że zaczęliśmy źle, gdyż od razu okazało się, iż mamy zarażenie koronawirusem w klubie, co skomplikowało sytuację, natomiast poukładaliśmy tę kwestię. Zapewniliśmy piłkarzom rowerki treningowe, dzięki czemu mogli trenować w domach i mieli chociaż namiastkę normalnych zajęć i wysiłku. Razem z całym zarządem pracujemy, codziennie jesteśmy po dwanaście godzin w klubie. Wszystko dobrze się zapowiada i staramy się krok po kroku realizować nasze plany. Chcemy zapewnić sztabowi szkoleniowemu jak najlepsze warunki pracy, aby wyniki były zadowalające. Pracujemy także nad akademią, to będzie dla nas ważna część projektu, więc na razie można powiedzieć, że wszystko jest w toku.

Odnośnie akademii, to jak wyglądają szczegóły tego projektu? Obiekty w Siedlcach są na najwyższym poziomie od dziesięciu lat, a wychowanków w pierwszym składzie Pogoni można policzyć na palcach jednej ręki.

RM: Pracujemy nad tym. Mieliśmy nieformalne spotkanie z rodzicami i to, co nam się podobało, to że nie było na nim narzekania, a merytoryczna rozmowa. Akademii nie da się zbudować naprędce w ciągu roku, czy dwóch. To jest żmuda praca, którą wykonuje się małymi krokami i my od nich zaczynamy. Nie chcemy mówić o rewolucji i wszystkiego zmieniać. Chcemy dać każdemu szansę, już zaczynamy doszkalać trenerów, oni są otwarci i chcą się rozwijać. Model zarządzania przez nas klubem jest w dużej mierze porównywalny do prowadzenia firmy. Każdy musi wiedzieć za, co odpowiada i co należy go jego obowiązków. Musi znać procedury i ich przestrzegać Wtedy można wiele dobrego osiągnąć. Będziemy rozmawiać także z potencjalnymi sponsorami. Zresztą to już się dzieje. 1 września odbędzie się spotkanie z przedsiębiorcami, biznesmenami. My przedstawimy siebie, swoją koncepcję. Chcemy m.in. rozpocząć sprzedaż różnego rodzaju gadżetów, koszulek, izotoników itd.

A czy będzie w klubie osoba, które tę kwestię związaną z akademią będzie koordynowała? Patrząc z zewnątrz wydaje się, że brakuje unowocześnienia i ujednolicania koncepcji rozwoju.

Sławomir Kiełbus: Tak, mamy w planach zatrudnienie takiej osoby. Niedługo będziemy mieli pierwsze rozmowy z kandydatami w tej sprawie. Do klubu przyszedł Marcin Burkhardt – on także będzie pomagał w tych kwestiach, ale będzie również ktoś nowy. Mamy swoje pomysły i chcemy je realizować. Wszystko też, tak jak wspominaliśmy, jest konsultowane. Na tym spotkaniu z rodzicami 60-70% pomysłów pokrywało się. Jeden z rodziców coś powiedział, ja otworzyłem notes i pokazałem, że też już o czymś takim myślałem. Mnie się wydaje właśnie, że musimy przede wszystkim odzyskać zaufanie rodziców. Nasze działania od początku są przejrzyste. Drażliwe tematy sobie wyjaśniliśmy i wszystko idzie w dobrą stronę. Jak będziemy mieć koordynatora, to ruszymy dalej. Kilka zasad ulegnie zmianie, jak np. to, żeby najzdolniejsi chłopcy z danego rocznika mogli awansować wyżej, aby się rozwijać, a nie zostają u siebie, aby dbać tylko o wynik. Oczywiście zanim pojawią się pierwsi wychowankowie w pierwszym składzie to potrzeba około pięciu lat, dlatego musimy już zacząć coś zmieniać. Na razie będziemy bazować na transferach, ale będzie także robili transfery do młodszych roczników. Mamy w planach również spotkanie z innymi szkółkami piłkarskimi.

Tak jak też już zostało powiedziane, obecnie pracujemy po dwanaście godzin. O 8 rano jem śniadanie w hotelu, a o 21:30 obiad (śmiech). Widać więc, że jest pracowicie. Ostatni raz tak pracowałem pięć lat temu, gdy miałem trzy firmy. Ale obiecaliśmy coś i chcemy się, z tego wywiązać. Mnie na co dzień tutaj nie będzie, Rafał to moja prawa ręką i liczymy, że wszystko ułoży się zgodnie z naszymi założeniami.

Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców to w Pogoni trenuje duża liczba dzieci. Wydaje się, że są dwie drogi rozwoju szkolić jak najwięcej i liczyć, że pojawią się jakieś talenty lub robić specjalizację, ale ta droga też często bywa trudna. Jaki jest plan w Siedlcach?

SK: Jedna droga nie wyklucza drugiej. Tutaj mamy świetną bazę treningową. Mamy plan zrobić internat. Jestem też po rozmowach z panem Konstantym Strusem. Mamy priorytety, żeby pierwsza drużyna wywalczyła szybko awans do I ligi, dlatego dokonujemy i będziemy dokonywać transferów.

RM: Jeśli chodzi jeszcze o te drogi, to przyglądamy się też projektowi PZPN, czyli certyfikacji szkółek. Pogoń nie dostała w tym projekcie żadnej gwiazdki, a może warto pójść sprawdzoną drogą i współpracować w tym kierunku. To też może nam bardzo pomóc i wtedy są różne wymogi i obostrzenia, aby uzyskać, jak najwyższą gwiazdkę. Dlatego też może trenować duża liczba dzieci, nikogo nie będziemy wykluczać, ale jednocześnie chcemy wyłapywać wszystkie talenty. Na pewno pomoże nam w spięciu całego projektu wspomniany Marcin Burkhardt. Przykładowo dostaliśmy około czterdziestu zgłoszeń od ludzi chętnych do współpracy w ramach skautingu i ktoś musi się tym zająć, a wiadomo, że trener nie ma na to czasu.

Jaki jest cel Pogoni na ten sezon?

SK: Będziemy walczyć i robimy, co możemy. Mamy jeszcze czas. Oglądałem treningi i dość dobrze to wyglądało. Niestety, w kluczowym momencie przepadło nam dziesięć dni. Chcieliśmy przełożyć mecz, nie udało się. Żeby coś robić dalej to trzeba zobaczyć, na czym stoimy i co było, na podstawie przeszłości wyznaczyć drogę zespołu. Mamy parę nazwisk.

RM: Chodzi przede wszystkim o piłkarzy, którzy przedłużyli kontakt z nami: Olszewski, Smyłek, Krawczyk. Cieszymy się, bo uważamy, że są dobrzy. Nowe twarze, o których możemy oficjalnie powiedzieć, to: Krystian Miś, Piotr Pierzchała, Bartek Rymek i Krzysztof Kołodziej. Cały czas szukamy, patrzymy, analizujemy. Wiemy, gdzie mamy wakat jeśli chodzi o pozycję. Myślę, że w przeciągu kilku dni będziemy w stanie zrobić wiele, by uzupełnić braki.

Za chwilę pierwszy mecz, a jest problem z młodzieżowcami.

SK: Myślimy o zapisaniu jeszcze 4-5 młodzieżowców, by mieć opcję. Zależy, jak się mecz ułoży. Rozmawiałem m.in. z Legią, ale więcej nic nie powiem, bo sprawa jest w toku. Szukamy zdecydowanie, znamy temat, pracujemy w tym kierunku.

Co panowie myślą o tym przepisie? Niektórzy mówią, że dobry piłkarz obroni się niezależnie od wieku, a w II lidze jest przymus gry dwoma młodzieżowcami.

SK: Jeżeli chodzi o pierwszą i drugą ligę to trzeba dawać szansę młodym. Ale czy również w przypadku Ekstraklasy? Tu widzę problem. Na tym poziomie oni muszą mieć młodzieżowca. Zatrzymują 5-6, a oni siedzą i nie grają. To sprawiło, że ekstraklasa zatrzymała ich na rynku, a my mamy ich mniej w niższych ligach.

Trzeba mieć swoich. I teraz ja mam pytanie, przyjechałem i nie ma tu żadnego młodzieżowca, jak to jest?

RM: Zależy nam na tym, by piłkarz, który przyjdzie do Pogoni, pasował charakterologicznie do drużyny. Musi utożsamiać się z tym klubem i z drużyną. Nie chcemy mieć lidera lub dwóch, którzy będą słabo wpływać na drużynę. Rozmowy, które prowadzimy z zawodnikami nie są zatem tylko na tematy piłkarskie. Chcemy tych ludzi poznać. Robimy małe kroki, by utożsamiali się z tym klubem od samego początku. Chodzi nawet o media społecznościowe, by je aktualizowali, wpisywali w swoich profilach, że grają w Pogoni. To są detale, ale mają dla nas sens.

SK: Będziemy też wychodzić do społeczeństwa siedleckiego. Chcemy, by piłkarze odwiedzili szpital, dom dziecka. Sektor rodzinny fajnie funkcjonował i chcemy wrócić do tego. Ne trzeba wszystkiego wymyślać od nowa.

RM: Trzeba słuchać i odpowiadać na potrzeby. Od wczoraj uruchomiliśmy stacjonarną sprzedaż karnetów. Bardzo duża kolejka świadczy o tym, że był to dobry ruch. Nie wszystkie osoby mają dostęp do internetu, więc to ukłon do osób starszych. To proste rzeczy, które będą widoczne i będą poprawiały funkcjonowanie klubu.

Czy jest szansa na zmniejszenie kary odjęcia sześciu punktów?

RM: Szansa jest. My robimy wszystko, by minus sześć przynajmniej zmniejszyć. Kary nie da się uniknąć, jesteśmy z tym pogodzeni. Temat jest w toku. Pracujemy nad tym, by to się rozstrzygnęło.
SK: To nie jest wyrok prawomocny. Rozmawiałem z prawnikiem. Odwołaliśmy się. Walczymy z tym, strategia jest i musimy czekać.

Wróćmy do kwestii Marcina Burkhardta w klubie. Czy będzie on miał szerokie uprawnienia?

SK: Daliśmy mu tytuł, a co on będzie robił, to zobaczymy. Jest bardzo wszechstronny. Spędziłem z nim kilka godzin. Ma dużo kontaktów, zna menedżerów. Bartek nie może być w kilku miejscach na raz. On ma zaufanie do Marcina. Pracował z nim w Legionovii. Pod każdym względem jest dobry. Mieliśmy poważną rozmowę i on wie, czego od niego oczekuję. Uważam, że to bardzo dobra decyzja. Mam do niego szacunek jako do byłego piłkarza. W środę oglądaliśmy mecz drugiego rocznika i rozmawialiśmy na ten temat, jak my to widzimy. Zawsze deklaruje chęć pomocy.

RM: Nawet w codziennym funkcjonowaniu biura jego pomoc jest nieoceniona. Tematów operacyjnych jest bardzo dużo. Mamy osobę, która będzie się zajmowała bieżącymi sprawami klubu – a nie kilka osób, te obowiązki nie będą rozbite.

Czy sztab szkoleniowy będzie rozbudowany?

SK: Zdecydowanie tak.

Jest zarząd, dyrektor i trener mówią jak stereo z dwóch stron. A może taka zgodność nie jest dobra dla klubu, a lepsze skutki przynosi starcie opinii, dyskusja?

SK: Jak mówimy jednym głosem to źle, a jak jest konflikt – to też źle. Jak ma się do kogoś zaufanie, to działa to dobrze. Różnice między nami są, ale dochodzimy do porozumienia. W nowym zarządzie podoba mi się to merytoryka, chęć pomocy. Michał Osiej jest niesamowity. Ma tyle pomysłów.

Czy mecze będą transmitowane?

SK: Jest pomysł, by mecze Pogoni były transmitowane. W kinie lub w otwartym kinie w Białkach w Stop Shopie. Takie są pomysły, będziemy to dopinać. Mam obietnicę, że w tym tygodniu będą zrobione testy świateł i pierwszy mecz z Hutnikiem Kraków będzie rozegrany przy jupiterach. Jeśli można to podsumować – słuchamy, co wszyscy mówią i wybieramy dobre rzeczy, dokładamy nasze pomysły i w tym kierunku idziemy. Serdecznie zapraszamy kibiców na mecze.

 

Rozmawiali: Bartosz Cabaj i Kamil Sulej





Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maro
Gość
Maro
1 miesiąc 1 dzień temu

Pierwszy plus dla nowego Zarządu za sprzedaż karnetów w kasie klubu.
Ułatwiło to zakup karnetów starszym kibiców.

Zyx
Gość
Zyx
1 miesiąc 1 dzień temu

SK:”Trzeba mieć swoich. I teraz ja mam pytanie, przyjechałem i nie ma tu żadnego młodzieżowca, jak to jest?”…. Coś się nie zgadza, jest dwóch, z czego jeden to wychowanek Pogoni

Kamil Sulej
Admin
1 miesiąc 23 godzin temu

Hiperbola.

wpDiscuz




Sponsorzy

Patronat medialny