poniedziałek, 13 lipca 2026r.

Adam Nocoń: Nie będzie bandy to nie będzie też Noconia

Rozmowa z Adamem Noconiem, trenerem MKP Pogoń Siedlce.

Sezon 2024-25 w wykonaniu Pogoni był trudny, wymagający, nerwowy, ale zakończony sukcesem w postaci utrzymania. Ekstaza po ostatnim gwizdku sezonu była zrozumiała, ale i wypracowana.

To była dla nas ciężka runda, ale zarazem bardzo dobra. Utrzymanie po ostatnim meczu, golu w ostatniej minucie to był wspaniały moment, podkreślający nasze wysiłki z kilku miesięcy. Praca sztabu, zespołu, klubu sprawiła, że nadal jesteśmy w I lidze. Uważam, że to był zasłużony sukces, szczególnie w kontekście drugiej rundy. Gdy na koncie Pogoni było dziewięć punktów, po kompletnie nieudanej pierwszej rundzie, to mało kto wierzył, że utrzymanie jest możliwe. Zawodnicy do końca wierzyli, a utrzymanie po golu w ostatniej sekundzie było dla nich nagrodą za to.

Cały sztab musiał pracować 2-3 razy więcej od innych, bowiem trenerzy niektórych rywali Pogoni mieli kilkunastu, a nie kilku współpracowników.

Działaliśmy w okrojonej liczbie, bo nie mieliśmy analityka. Bardzo dużą pracę wykonał pod tym względem Maciek Wesołowski. Myślę, że analityk byłby nam potrzebny, bo wtedy moglibyśmy nieco inaczej podzielić pewne obowiązki. Jeżeli chodzi o ten sztab to trzeba przyznać, że mało liczny, ale jakościowo dobry. Tak to mogę określić.

Zimowe transfery były w punkt. Po czasie można ocenić, że mało który klub może pochwalić się tak dobrą skutecznością przy ruchach kadrowych jak Pogoń w ostatnim oknie.

Trudno było namówić zawodników do przyjścia do Pogoni. Zimą byliśmy praktycznie niechcianym zespołem w I lidze. Wiadomo było, że z dziewięcioma punktami walka o utrzymanie będzie niezwykle trudna. Zimą sięgnąłem po zawodników trochę niechcianych gdzie indziej. Marcin Flis nie grał pół roku, Damian Jakubik był odstawiony na boczny tor w Radomiaku Radom, Jakub Lemanowicz był rezerwowym bramkarzem w Polonii Warszawa, Nikodem Zielonka grał jedynie w rezerwach Górnika Zabrze, Marcel Bykowski grał w Kotwicy Kołobrzeg, ale tam nie było za ciekawie. Przemysław Misiak i Maciej Famulak mieliby trudności z regularnym graniem w Wiśle Płock. Coś w tym jest, że to była banda straceńców, która pozamiatała. Ważne było też to, że wszyscy dobrze się wkomponowali. Nie można też zapomnieć o zasługach piłkarzy, którzy już byli jesienią – Krystian Miś ma za sobą dobry sezon, Karol Podliński również, a do tego Miłosz Drąg i Cassio. Damian Szuprytowski zaciekle walczył, aby wrócić po kontuzji i pomóc. Szkoda, że Czarek Demianiuk musiał zmagać się z urazami. Oni wszyscy pomogli w stworzeniu solidnego zespołu, który się utrzymał.

Zaczynając od formacji ataku i Karola Podlińskiego trzeba docenić nie tylko jego gole i pracę w defensywie. Często przy stałych fragmentach rywali to on wybijał futbolówkę i oddalał zagrożenie.

Karol gra nowocześnie. W Rakowie Częstochowa dziewiątka nie musi strzelać bramek, ale wykonywać swoje zadania w pressingu i angażować się w nękanie bloku obronnego. Niektórzy tego nie widzą, ale Podliński na GPSach zawsze był w trójce najwięcej biegających zawodników. Rzadko która dziewiątka biega tyle co on.

Druga linia względem poprzedniego sezonu, a nawet rundy, przeszła rewolucję.

W poprzedniej rundzie gra drugiej linii mi się nie podobała, nie przystawała do tej ligi. Wiosną to się zmieniło. Wszyscy pomocnicy grali dobrze. Drąg zasługuje na miano odkrycia. Cassio nieco z przypadku zagrał na szóstce. Przed meczem w Łęcznej zostaliśmy wykartkowani i on musiał wystąpić na pozycji defensywnego pomocnika. Czasami przypadek pomaga w podjęciu dobrego wyboru.

Linia obrony w składzie Misiak – Jakubik – Flis – Miś to takie zestawienie, którego nawet drużyny grające w barażach nie mogłyby się wstydzić.

Potrzebowaliśmy doświadczenia. Kiedy przyszedłem do Siedlec to było nieprawdopodobne w jakich sytuacjach traciliśmy bramki. Co mecz to jakiś błąd indywidualny, co mecz to niefrasobliwość. W I lidze na takim poziomie nie da się tak grać w obronie. Przyszli Flis, Jakubik, ale i nieco inny od nich, lecz pożyteczny, Misiak. Doświadczenie Flisa i Jakubika dało nam bardzo dużo. Do tego Lemanowicz dał nam bardzo dużo. Każdy, kto chodził na mecze to widział, że przed jego przybyciem na pozycji bramkarza nie było kolorowo.

To ewenement, że Pogoń tylko w dwóch meczach zachowała czyste konto, a i tak utrzymała się w rozgrywkach.

Za mało czystych kont – powiem szczerze. Traciliśmy bramki, ale strzelaliśmy jedną więcej lub remisowaliśmy. Zawsze wywieram presję na grę na zero z tyłu, bo to świadczy o dyscyplinie. Gdy zawodnikom dogadywałem złośliwie o tym, że nie mogą zagrać na zero to mi odpowiadali: „Trenerze, lepiej strzelić jedną bramkę więcej niż mieć zero w tyłach”.

Przykleiła się do pana rola strażaka. To już któryś raz, kiedy przychodzi pan do pożaru, a kończy jako bohater.

Nigdy nie marzyłem o tym, żeby być strażakiem, bo to niebezpieczny zawód. W ostatnim czasie obejmuję drużyny w trudnych sytuacjach. Odrę Opole też obejmowałem w trudnej sytuacji, a w kolejnym pełnym sezonie wywalczyliśmy baraże. Walczyliśmy o najwyższe cele, a nie o utrzymanie.

Niewiele osób gości na treningach Pogoni czy towarzyszy drużynie w dniu meczowym. Pan dokonał rewolucji pod wieloma względami. Na treningach się pali, a dzień meczowy zaczyna się kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Zazwyczaj w moich zespołach stosowałem zasadę, że osiem godzin przed meczem mamy rozruch. Na początku było to zaskoczenie, ale potem w to wchodzili. Dzień meczowy jest inny od dnia treningowego. Uważam, że rozruch to normalny trening. To nie jest tak, że przychodzimy po to, żeby pokopać dziadka. Czy moje treningi są długie? Musimy coś na nich robić. Tym bardziej w sytuacji w jakiej byliśmy. To duża zasługa tak sztabu, jak i zawodników, że sumiennie pracowali każdego dnia. Efekt pracy był taki, że wiosną nie odstawaliśmy ani motorycznie, ani taktycznie od innych zespołów I ligi.

Przed rundą mówił pan, że gdyby były lepsze warunki to jeszcze mocniej Pogoń by trenowała. To ile wtedy byłoby punktów w rundzie – 30, 35?

Nie wiadomo. Gdybyśmy jeszcze mocniej trenowali to może bym ich zajechał. Pierwszy miesiąc trenowaliśmy w 13-14 na twardej, sztucznej płycie. Potem wszystko nadrobiliśmy, gdy skład zaczął się krystalizować. To nowe doświadczenie. Famulak z Misiakiem dołączyli do nas pod sam koniec przygotowań. Jakubik też. Jedynie Flis dołączył do nas od początku przygotowań. Chciałem go ściągnąć już po moim przybyciu do Pogoni, ale to się nie udało. Chyba przygotowania była optymalne.

Może to jest sposób na dobre przygotowanie dla drużyn walczących o utrzymanie. Siedlce zamiast Turcji.

Mieliśmy lecieć do Turcji, ale ostatecznie mogliśmy ją obejrzeć tylko na YouTube. Summa summarum przygotowania były jakie były, ale dały utrzymanie.

Wprowadzenie młodych zawodników jest trudne, kiedy walczy się o konkretny cel, jakim było utrzymanie w lidze. Zimą pojawił się Bolesław Świerczewski w sparingach. Czy dostrzega pan młodych piłkarzy w Siedlcach, którzy mogliby osiągnąć poziom I ligi?

Bolek i Krystian Gryglak normalnie z nami trenowali i nie odstawali. Daleka droga przed nimi – to wszyscy wiedzą. Na ligę, czy to wychowanek, czy nie, każdy musi mieć odpowiednio wysokie umiejętności. W innym przypadku zawodnika można skrzywdzić. Akademia Pogoni imponuje ilością i rozmachem. Wiosną skupiałem się głównie na pierwszej drużynie, ale muszę bliżej przyjrzeć się rezerwom i drużynom juniorskim. Bo to ważne także dla akademii, żeby I liga była w Siedlcach.

Czy trener Adam Nocoń zostaje w Siedlcach?

Muszę porozmawiać z prezesem i zarządem. Nie wyobrażam sobie, że Pogoń zostanie osłabiona i będziemy mieć taką drużynę jak w pierwszej rundzie. Żarty żartami, ale w I lidze żartów nie ma. Nie będę potem pocił się na ławce i przegrywał mecz za meczem, bo to nie jest przyjemna sprawa. Nie mówię, że mamy być Realem Madryt, ale musimy co najmniej mieć zespół na poziomie tego, który był w drugiej rundzie i się utrzymał. Jeżeli nie będzie takiego zespołu to nie będzie Adama Noconia w Siedlcach.

Czy pan ma pomysł na to, żeby drużyna utrzymała poziom? Niektórzy piłkarze po dobrej rundzie mogą być nie do zatrzymania, a inni uzależniają pozostanie właśnie od braku zmiany na stanowisku trenera.

Po to są rozmowy. Nie wyobrażam sobie, żeby z Pogoni odeszli kluczowi zawodnicy. Mam to szczęście, że przychodzę do zespołów, w których są zawodnicy niechciani, a potem są rozchwytywani. Miałem tak w Olimpii Elbląg, z której po moim odejściu odeszło też sześciu zawodników. Tak samo było w Odrze Opole. Liczę się z tym, że piłkarze Pogoni będą mieli propozycje. Myślę, że banda zostanie z Noconiem, a jak nie będzie bandy to nie będzie też Noconia.

 

źródło i foto: własne

DODAJ KOMENTARZ

7 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
kibic

jest nowy Prezydent Maista to powinien pomóc ustabilizować klub na 1 poziomie rozgrywkowym

tja

Biorąc pod uwagę, że nowy prezydent zaciąga kolejne pożyczki i zapowiada okrojenie funduszy na sport, na pewno ustabilizuje klub finansowo.

qqq

Wszystko fajnie, ale połowa pierwszego składu jest wypożyczona, więc taką obronę musimy składać niemal od zera. No i ponoć znowu jest zwłoka z płatnościami, co niekoniecznie zachęca…

Trelemorele

O nie a myślałam ze chociaż z płatnościami nie ma większych problemów:(

F3

Jeśli zarządowi zależy na klubie to zrobią wszystko aby zatrzymać Noconia i kluczowych zawodników (może poza Flisem bo on raczej poza zasięgiem) a jak nie to cały sezon będzie wyglądał jak runda jesienna

Bagieta

Flis powinien zostać w Pogoni to w końcu trener wyciągnął do niego rękę . Więć odrodzenie i niech gra 🙂

Zbyszek

Trzeb być przygotowanym na każdy scenariusz. Trener Nocoń to wielki fachowiec, więc też może otrzymać oferty. Na szczęście wciąż bez pracy jest Bartek Tarachulski, więc w razie czego mamy gotowego zastępcę!

ZOBACZ TAKŻE

KONTRAHENCI

PATRONAT MEDIALNY

;