czwartek, 10 września 2026r.

Odeszła postać, którą trudno będzie zastąpić

12 lipca Andrzej Materski wyruszy w ostatnią drogę. Śmierć niezwykle zasłużonego działacza sportowego, dziennikarza i pedagoga zasmuciła wiele osób.

Zasmuciła też mnie. To śp. Andrzej Materski wprowadzał mnie do świata siedleckiego dziennikarstwa. Od zawsze marzyłem o tej pracy. Nic jednak nie robiłem w tym kierunku. Gdy kończyłem studia w Lublinie postanowiłem spróbować swoich sił w rodzinnym mieście. Moja chrzestna skontaktowała mnie z panem Andrzejem (nie przeszedłem z nim na ty przez całą znajomość), który po krótkiej rozmowie zaprosił mnie do Katolickiego Radia Podlasie.

Przez kilka lat wyczekiwałem niedzielnych wieczorów wypełnionych rozmowami o sporcie, żartami i miło spędzonym czasie w towarzystwie Andrzeja Materskiego, Mateusza Ciulaka i Michała Michalskiego. To były piękne dni…

WSPOMNIENIE MICHAŁA MICHALSKIEGO

Pana Andrzeja znałem od dziecięcych lat, bowiem był moim sąsiadem z klatki w bloku. Nasze relacje zacieśniły się w momencie zaproponowania mi przez Niego pomocy w przygotowywaniu audycji sportowych do Katolickiego Radia Podlasie i materiałów do gazety Echa Katolickiego. Później pojawiła się jeszcze telewizja TV Wschód. Ta współpraca trwała kilkanaście lat. Wiele godzin spędzało się z panem Andrzejem, rozmawiając o wydarzeniach sportowych, jak również oglądając mecze na boisku, na stadionie, czy w hali. Dzięki Niemu poznałem „od podszewki” środowisko sportowe naszego miasta, trenerów, zawodników, działaczy, zagorzałych kibiców. Pokazał mi także niuanse dziennikarstwa i wielokrotnie, mając do mnie zaufanie, powierzał rolę prowadzenia samemu audycji w radiu i telewizji.

Jak zapamiętam pana Andrzeja? Jako człowieka o wyjątkowej życzliwości i otwartości na innych, zawsze służącego pomocą i dobrym słowem, wierzącego w drugą osobę. Był uśmiechnięty, pogodny, pełen nadziei i optymizmu. Zostanie mi w pamięci jego bezgraniczne oddanie się pasji sportowej i dziennikarskiej oraz umiejętność wyłuskiwania talentów. Nie ma w Siedlcach osoby, która nie kojarzyłaby pana Andrzeja. Jak mało kto znał środowisko sportowe w naszym mieście i okolicach. Odeszła postać, którą trudno będzie zastąpić, a tym bardziej powielić osiągnięcia i dokonania.

Z panem Andrzejem i Mateuszem zaliczyłem swój pierwszy wyjazd na mecz Pogoni do Legionowa. Było to 16 kwietnia 2011 roku. Pogoń wygrała wówczas 2:0 po trafieniach Jacka Kosmalskiego i Grzegorza Wędzyńskiego. Z czasem pan Andrzej jeździł coraz mniej, a ja coraz więcej.

W tamtym czasie co poniedziałek składaliśmy strony sportowe “Echa Katolickiego”. To pan Andrzej dał mi szansę rozwinąć swoje umiejętności. Debiutowałem na łamach wspomnianego periodyku tekstem o tenisistach stołowych Alfy Radzyń Podlaski.

WSPOMNIENIE ROMANA LASZUKA

Andrzej Materski był dla mnie początkowo znajomym, później bardzo dobrym znajomym, znakomitym kolegą, a na koniec przyjacielem. Mogę tak powiedzieć, bo interesował się nawet moim prywatnym życiem. Pierwszy raz skontaktowaliśmy się 32 lata temu. To on zadzwonił z prośbą, czy nie mógłbym zrelacjonować jakiegoś meczu na antenie Katolickiego Radia Podlasie. Tak narodziła się znajomość, owocująca niemal coniedzielnymi kontaktami. W latach 2005-08 wspólnie prowadziliśmy piłkarskie gale południowego Podlasia. Zapraszał mnie też do audycji niesportowych na antenie Katolickiego Radia Podlasie.

Gdy Andrzej zachorował to nadal byliśmy w kontakcie. Ostatni telefon wykonał do mnie około trzy miesiące temu. Zapytałem go, kiedy wracasz na antenę, bo “Radio Sport” przestało funkcjonować. Odpowiedział, że rehabilituje się, nie wie czy wróci na antenę, ale wszystko jest OK. Informacja o tym, że umarł, którą otrzymałem SMS-em, ścięła mnie z nóg. Kapitalny człowiek, bardzo dobry dziennikarz o charakterystycznym głosie. Będzie mi go bardzo brakowało.

Po rozpoczęciu pracy na własny rachunek – w znacznej mierze dzięki panu Andrzejowi – nasze drogi nadal się przecinały. Na konferencjach prasowych, różnego rodzaju podsumowaniach czy po prostu wydarzeniach sportowych. Dane nam było ponownie współpracować w Pogoni Siedlce, którą kochał. W której pełnił wszelkie możliwe role – od piłkarza, przez trenera i spikera, aż po prezesa.

WSPOMNIENIE MICHAŁA CHROMIŃSKIEGO

Informację o śmierci Andrzeja przyjąłem z dużym żalem. Współpracowaliśmy przez wiele lat w Pogoni. Był nie tylko oddanym działaczem, ale i dobrym człowiekiem. Mam nadzieję, że wszyscy go w taki sposób zapamiętają. Przeżywaliśmy dobre chwile jak awans do I ligi, ale i spadek do II ligi. To była osoba, która mocno się poświęcała dla Pogoni. Klub dla niego był bardzo ważny. Nigdy nie odmówił spotkania czy rozmowy dotyczących spraw Pogoni.

Dzięki panu Andrzejowi poznałem ogrom ludzi ze świata siedleckiego sportu. Jedną z nich był Arkadiusz Mazurkiewicz, który szukał kogoś do ogarniania mediów kroczącego do Ekstraklasy klubu – MKK Siedlce.

WSPOMNIENIE ARKADIUSZA MAZURKIEWICZA

Znałem Andrzeja Materskiego od malucha. Pamiętam obozy w Olecku, ale o pikantnych szczegółach nie będę opowiadał. Mój tata pełnił kierownicze stanowisko w Pogoni. Trener Materski prowadził mnie w Pogoni Siedlce, a potem był trenerem kadry województwa w okręgu kielecko-lubelskim. Później dopadła nas proza życia. Był nauczycielem wychowania fizycznego, tak jak ja. Ponadto był świadkiem całej mojej kariery związanej najpierw z piłką, a następnie koszykówką.

Z zabawnych wspomnień: na jednym z obozów czekaliśmy na ciepłą wodę, ale to była jedna wielka ściema. Przyjechała grucha, która woziła mleko, która zaczęła nas polewać jak byliśmy cali namydleni. Inna historia była taka, że jechaliśmy na mecz kadry. Niestety, pomyliliśmy pociągi – nie powiem kto – zamiast do Puław pojechaliśmy do Sobolewa.

Jako dziennikarz Katolickiego Radia Podlasie, TV Wschód prowadził nas od szkolnej klasy do Ekstraklasy. Mam więc wyjątkowy sentyment do niego. Z zabawniejszych wspomnień często sobie dokuczaliśmy, bo on był za Legią, a ja jestem Widzewiakiem. Był empatyczny, uśmiechnięty, potrafił rozładować atmosferę. To była jedna z nielicznych osób, z którą nie przeszedłem na ty i nie żałuję tego.

Był taki moment, że nie wierzyłem, że będzie dziennikarzem, a potem prezesem Pogoni. W obu rolach sprawdził się fajnie. To ikona siedleckiego sportu. Będzie go bardzo brakowało.

Aro Mazurkiewicz znał długo Andrzeja Materskiego. Nikt go jednak nie znał lepiej niż Witold Jakubik, kolega z Kosowa Lackiego. A propos rodzinnej miejscowości warto przytoczyć jeszcze jedno wspomnienie. Pan Andrzej często gościł na imprezach sportowych w Siedlcach. Gdy jednak ktoś grał w niedzielę koło południa to próżno było go szukać. To był termin zarezerwowany na wizytę u mamy w Kosowie Lackim. To była świętość.

WSPOMNIENIE WITOLDA JAKUBIKA

Znaliśmy się od najmłodszych lat. Obaj pochodzimy z Kosowa Lackiego. Do czasu kiedy go dotknęła choroba był okazem zdrowia. Każdy go podziwiał, prowadził zdrowy tryb życia. Wiadomość o chorobie była szokiem. Andrzej wierzył, chciał żyć. Cały czas utrzymywaliśmy kontakt. Starałem się go pocieszać jak tylko potrafiłem.

Od 1968 roku Andrzej był w Siedlcach i grał w Pogoni. Przyjeżdżał do Kosowa Lackiego i przygotowywał nas do turnieju “Trybuny Mazowieckiej”. W 1974 roku zdobyliśmy Złotą Piłkę, byliśmy najlepszą drużyną na Mazowszu. W tym samym roku, za namową Andrzeja, przyszedłem do Pogoni i związałem się z Siedlcami.

12 lipca o 11:00 w kościele pw. Ducha Świętego odbędzie się msza pogrzebowa w intencji Andrzeja Materskiego. Dokładnie cztery lata wcześniej odbył się pogrzeb innego znakomitego dziennikarza sportowego – Sławomira Kindziuka. Obu niezwykle brakuje i będzie brakować…

 

źródło: własne; foto: własne / archiwum Sławomira Kindziuka

DODAJ KOMENTARZ

3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
ms

Santo Subito

Arturro

Świeć panie nad jego duszą.

Maro

Spoczywaj w spokoju.
CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI.

ZOBACZ TAKŻE

KONTRAHENCI

PATRONAT MEDIALNY

;