piątek, 14 sierpnia 2026r.

Całe życie z Pogonią

Z Pogonią był związany przez blisko 30 lat. – W Pogoni byłem każdym – dziarsko stwierdził 94-letni Jan Dołęga.

Jan Dołęga przyszedł na świat 4 lutego 1932 roku. Funkcję kierownika drużyny zaproponował mu w 1973 roku ówczesny prezes Jan Karaś. Później Dołęga był dyrektorem i prezesem klubu.

– Od młodych lat kibicowałem Pogoni i regularnie chodziłem na jej mecze. W pewnym momencie jeden z pracowników klubu wyjechał z Siedlec, więc rozpoczęto poszukiwania jego następcy. Tak się złożyło, że to ja poszedłem pracować jako sekretarz Pogoni na pół etatu. Lubiłem swoją pracę, dlatego pewnie spędziłem tyle lat w klubie – powiedział Dołęga.

Zasłużony działacz klubu miał okazję pracować w klubie w trudnych latach 70-tych i 80-tych, a także po zmianach ustrojowych w 1989 roku.

– Współpraca z miastem układała się różnie. Najważniejszym momentem dla rozwoju Pogoni było objęcie fotela prezydenta Siedlec przez Witolda Harasima w 1975 roku. W latach 70-tych rządził Komitet Wojewódzki PZPR. Poszedłem wówczas do Sekretarza partii i powiedziałem, że jest kiepsko. A on poprosił do siebie Harasima i powiedział „zróbcie coś, żeby było dobrze”. I zaczęło być dobrze. Harasim na początek poprosił wszystkich dyrektorów na naradę na świetlicę. Pierwszy prezydent Siedlec po reformie administracyjnej powiedział, że chce, aby Pogoń miała dobrą drużynę. To on postawił na piłkę nożną – relacjonuje Dołęga.

Pogoń na przełomie lat 70-tych i 80-tych opierała się na piłkarzach z Siedlec i najbliższych okolic. Pomimo trudnej sytuacji panującej w Polsce piłkarze dosyć regularnie wyjeżdżali na polskie i zagraniczne zgrupowania.

– Wówczas istniał system wymiany. Najmocniej współpracowaliśmy z Bułgarami i Niemcami, oczywiście z NRD. Z tego powodu mieliśmy okazję wyjeżdżać na zgrupowania do Nordhausen lub Sopotu w Bułgarii. Pogoń czasami korzystała na wsparciu wojska. Jeździliśmy do Warszawy, aby coś ugrać dla klubu, jednak nie byliśmy tak skuteczni jak w Siemiatyczach. Bo oni zawsze przyjeżdżali do stolicy z suszonymi grzybami z okolicznych lasów, co ułatwiało im rozmowy. Byli silniejsi od nas, ale czasem coś nam się udawało – wspomina były prezes Pogoni.

Za młodu Dołęga kopał piłkę jak wszyscy zdrowi chłopcy. Z niezłym powodzeniem grał też w siatkówkę. Henryk Trzos, trener juniorów Pogoni, uznał, że może z niego zrobić bramkarza. Kariery piłkarskiej Dołęga jednak nie zrobił.

Oglądając zdjęcia z przeszłości u Dołęgi widać rozrzewnienie.

– Byliśmy piękni i młodzi. Dzisiaj zostaliśmy tylko piękni – zażartował Dołęga.

Sporym problemem dla Pogoni w czasach Dołęgi było znalezienie miejsca do treningów. Były prezes klubu określił wiosenne przygotowania jako makabryczne.

– Chęci do treningów nikomu nie brakowało, jednak nie zawsze było gdzie trenować. Piłkarze jeździli na starą żwirownię w Białkach lub do Kisielan. Pomimo rozmaitych problemów czułem się znakomicie w Pogoni. Piłkarze wiedzieli, że u mnie można wiele rzeczy załatwić, że nigdy nie odmówię im pomocy. Miałem dobre relacje z zawodnikami. Do dzisiaj pamiętają o mnie i zawsze zapraszają na swoje spotkania. Cenię to – stwierdził Dołęga.

– Dawno nie byłem na meczu Pogoni, bo mam kłopoty z chodzeniem. Pamiętam spotkania, kiedy biało-niebiescy walczyli w lidze z Rakowem Częstochowa, który później świętował duże sukcesy. Pogoń nie radzi sobie tak dobrze, ale też radzi sobie dobrze – dodał były sternik klubu.

Dołęga był dyrektorem klubu w czasach, gdy o Pogoni usłyszała cała Polska dzięki znakomitej postawie w Pucharze Polski. Legendarny działacz był reprezentantem na historyczne losowanie. Dołęga chciał, żeby Pogoń trafiła na Legię Warszawa lub Górnik Zabrze. Siedlczanie wpadli na Wojskowych i odpadli po ciekawym dwumeczu. Wizyta Legii w mieście nad Muchawką przeszła do historii.

– Piłce zawdzięczam wiele. Praca w Pogoni podobała mi się. Lubiłem jeździć na mecze. Czasami wygrywaliśmy, a czasami przegrywaliśmy. Muszę jednak przyznać, że byliśmy mocni. Zawsze jednak czegoś brakowało, aby zrobić coś więcej w ligowej piłce – mówił 94-latek.

Prawnukiem Jana Dołęgi jest Szymon, który w barwach SKS Feniks regularnie bije juniorskie rekordy lekkoatletyczne.

– Coś ze sportowego zacięcia w rodzinie Dołęgów zostało. Niech biega i skacze. Może pojedzie kiedyś na Igrzyska Olimpijskie tak jak pradziadek. Byłem w Moskwie w 1980 roku na ceremonii zamknięcia, co prawda tylko jako kibic. Pamiętam, że fani tworzyli wówczas jedną rodzinę. Sport łączy ludzi – podsumował Dołęga.

 

źródło: własne; foto: własne / archiwum Jana Dołęgi

DODAJ KOMENTARZ

guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

ZOBACZ TAKŻE

KONTRAHENCI

PATRONAT MEDIALNY

;