piątek, 17 kwietnia 2026r.

Posezonowa piłkarska musztra: IV liga

Podsumowanie sezonu 2024-25 w niższych ligach zaczynamy od IV ligi mazowieckiej. Region siedlecki był reprezentowany w tej klasie rozgrywkowej przez Mazovię Mińsk Mazowiecki i Tygrysa Huta Mińska.

MAZOVIA MIŃSK MAZOWIECKI

To był 11 sezon Mazy w IV lidze. Miał być ostatni, ale tak się nie stało. Dlaczego?

Mińszczanie zasługiwali na awans. W całym sezonie drużyna Damiana Guzka przegrała tylko dwa spotkania. Ofensywa napędzana przez Patryka Zycha radziła sobie dobrze, gorzej było z defensywą, a szczególnie z obsadą bramki. Przed sezonem Mazovia, tradycyjnie już, ściągnęła kilka głośnych nazwisk, jednak przy obsadzie bramki podjęto ryzyko, które się nie opłaciło. Nie można jednak zrzucać całej winy na bramkarzy. Po nocach mogą śnić się zgubione punkty na wyjazdach w Legionowie, Przasnyszu czy Piasecznie. Z drugiej strony kilka wyjazdowych wygranych zostało osiągniętych fartownie. A wiadomo przecież, że suma szczęścia równa się zero.

W każdej formacji Maza miała liderów. W obronie dobrze spisywał się Tomasz Lewandowski, który umiejętnie korzystał z bogatego bagażu doświadczeń. Na skrzydle szalał Eryk Więdłocha, który wiosną wrócił do optymalnej formy. Rewelacyjny początek sezonu miał Adrian Gilant, ale później przygasł. Rafał Parobczyk zazwyczaj nie schodził poniżej wysokiego poziomu. Maciej Jankowski miał momenty, w których przypominał dlaczego przez wiele lat grał i strzelał na boiskach Ekstraklasy.

Udany sezon Mazy zakończył się niepowodzeniem. Wspomniane wcześniej dwie porażki zdarzyły się w spotkaniach z Ząbkovią Ząbki, która zajęła drugie miejsce premiowane udziałem w barażach. IV ligę wygrał KS CK Troszyn, który jesienią przegrał w Mińsku Mazowieckim, ale wiosną był najlepszy. Jesienią prym wiodła Ząbkovia, która była bezbłędna i wygrała 17 spotkań na 17 możliwych. To przy słabszej wiośnie wystarczyło do awansu. A Maza w obu rundach była równie dobra i skończyła na najniższym podium. Przed mińszczanami 12 sezon z rzędu w IV lidze.

TYGRYS HUTA MIŃSKA

Tylko rok potrwała przygoda Tygrysa z IV ligą. Drużyna Sergiusza Wiechowskiego w pierwszych tygodniach zmagań przeżyła twarde zderzenie z nowym poziomem rozgrywkowym. Pierwszy punkt na koncie beniaminka z Huty Mińskiej pojawił się na koncie dopiero po meczu 7 kolejki w Białobrzegach.

Tygrys od początku ustawił się więc w gronie kandydatów do spadku. Drużyna Wiechowskiego kiepsko punktowała u siebie – trzy zwycięstwa u siebie w całym sezonie mówią same za siebie. Problemów nie brakowało też w obronie – pomimo posiadania dwóch tak doświadczonych piłkarzy jak Łukasz Broź i Dominik Sadzawicki. Pomimo regularnych wpadek Tygrys był do końca w grze o utrzymanie. Na finiszu wystarczyło jedynie wygrać wyjazdowy mecz z Talentem w Warszawie lub Wilgą w Garwolinie. To zadanie jednak przerosło beniaminka.

Po kilku pierwszych kolejkach pachniało spadkiem z hukiem, a skończyło się w pełni zrozumiałym niedosytem. Tygrys przekonał się jak wiele dzieli V ligę od IV.

 

źródło i foto: własne

DODAJ KOMENTARZ

ZOBACZ TAKŻE

KONTRAHENCI

PATRONAT MEDIALNY

;