Okolice Modlina najczęściej kojarzą się nam z podwarszawskim lotniskiem. Ale to tutaj spotykają się trzy ważne na Mazowszu rzeki: Wisła, Narew i Wkra, pełne atrakcji historycznych, edukacyjnych i wypoczynkowych.
Modlin to nie tylko lotnisko. W XIX wieku miasto było synonimem twierdzy obronnej. Teraz zanim dotrzemy do jednego z największych militarnych zabytków w Polsce, możemy zrelaksować się w Parku Trzech Kultur. To nowa nazwa, nadana 10 lat temu po rewitalizacji parku założonego przez Rosjan na przełomie XIX i XX wieku. Symbolizować ma trzy kultury, które miały największy wpływ na rozwój miasta. Francuzi usypali sztuczny stok, pod którym ponoć są jeszcze stare chodniki. Na tym stoku carscy żołnierze posadzili drzewa. Ostatnie sto lat to już nasze panowanie.
Przyznam, że większe wrażenie robią murale związane z wojną polsko-rosyjską. Tym bardziej, że namalowane są w pobliżu dawnych carskich bloków i kasyna oficerskiego. To ostatnie, nagrodzone przez Urząd Marszałkowski za renowację, służy jako ośrodek kultury.
Jednak największą atrakcją jest Twierdza położona nad Narwią. Założył ją Napoleon, początkowo jako magazyn żywności w 1806 roku. Doskonałe położenie w pobliżu trzech rzek zdecydowało o zmianie założeń. Przy jego powstaniu pracowało ponad 20 tysięcy osób. Budowano bastion nie do zdobycia. I rzeczywiście. Po moskiewskiej klęsce Napoleona twierdza Modlin broniła się przez niemal rok. Jednak w 1813 roku wojska carskie weszły do twierdzy i przez kolejny wiek rozpoczęła się rozbudowa fortyfikacji, choć na dobre władze carskie uznały przydatność obronną miejsca dopiero po Powstaniu Listopadowym.
Na początku XX wieku kompleks obronny miał już imponującą wielkość ponad 200 kilometrów kwadratowych. Twierdzę zdobyli Niemcy w czasie pierwszej wojny światowej, a po wojnie i odzyskaniu niepodległości trafiła ona w nasze ręce. Co wielce pomogło już w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. Tu był szpital i ośrodek mobilizacyjny.
W okresie międzywojennym w forcie mieścił się garnizon wojskowy i ośrodek szkoleniowy. Nadal było to ważne miejsce obronne. We wrześniu 1939 roku Modlin bronił dostępu do Warszawy. Upadł pod naporem wojsk niemieckich dzień później niż stolica. Po drugiej wojnie światowej utrzymano garnizon jako miejsce szkoleń. Sformowano Wyższą Szkołę Pilotów wykorzystującą modlińskie lotnisko. Wojsko zakończyło korzystanie z ośrodka na przełomie wieków, ale ostatni żołnierz opuścił to miejsce w 2109 roku.
Twierdzę można zwiedzać i jest to obowiązkowy punkt na trasie każdego miłośnika militariów, chociaż bilet za wszystkie atrakcje jest droższy niż wstęp do zabytku klasy zero, jakim jest np. Pałac w Wilanowie. Nowoczesne muzeum znajduje się w jednej z dawnych Prochowni. Na terenie twierdzy było ich kilka. Te kluczowe dla wojska składy amunicji powstawały sukcesywnie od połowy XIX wieku. Z oczywistych względów specjalnie wzmocnione grube betonowe stropy przykryte były dodatkową warstwą ziemi. Już w XIX wieku powstały też na tym terenie laboratoria, które były w stanie same produkować amunicję, aby uniezależnić się od ewentualnego przerwania łańcucha dostaw.
Jeden z najlepszych widoków na rzeki otaczające Twierdzę Modlin znajdziemy z tzw. Czerwonej Wieży. Zbudowana w latach 40 XIX wieku nosiła nazwę Tatarska. To ze względu na pochodzenie carskich żołnierzy. Aby nie doszło do konfliktów na tle religijnym, wojska muzułmańskie z rejonów kaukaskich zakwaterowano na zachodnim skraju koszar.
Wieża pełniła funkcję komunikacyjną – miała bezpośrednie połączenie z Sankt Petersburgiem. Ale pomimo opłakanego stanu klatki schodowej prowadzącej 45 metrów nad ziemię, warto wejść na ten punkt obserwacyjny. Przy dobrej pogodzie i przejrzystym powietrzu zarówno kiedyś jak i teraz dobrze widać najbliższą okolicę, a przy dobrej pogodzie i przejrzystym powietrzu dojrzymy nawet Warszawę. Jednak na pierwszy plan wybijają się malownicze ruiny neorenesansowego spichlerza nad Narwią. „Gmach najokazalszy, jaki wzniesiono w drugim ćwierćwieczu w Królestwie” – jak pisały o nim gazety z epoki.

Krypa czy bat?
Aby lepiej dostrzec szczegóły budowli, a także zmienić perspektywę, warto przesiąść się na transport wodny. Wprawdzie zarówno Narew, jak i Wisła są fantastycznymi szlakami kajakarskimi, jednak polecamy je dla wytrawnych wodniaków. Obie rzeki mają sporo wirów i meandrów, w suchych latach pojawiają się piaszczyste łachy, obok których nie wiadomo skąd może pojawić się rwący nurt. Kto jest mniej wprawny w wiosłowaniu, ten może skorzystać z przejażdżek łodziami. Oczywiście największą atrakcją jest wyprawa tradycyjnym batem lub krypą.
Krypa to drewniany prom długi na jedenaście, a szeroki na trzy metry. Niegdyś służył do przewozów… krów na druga stronę rzeki, na pastwiska. Wykorzystywany był nie tylko tutaj, ale w wielu innych miejscach na Wiśle. Krypa pływająca na wycieczkach z Nowego Dworu Mazowieckiego została zbudowana w małej wiosce Basonia. W środkowym biegu Wisly zachowała się jeszcze wyjątkowa umiejętność konstruowania tradycyjnych wiślanych jednostek pływających. Dlatego też Fundacja „Ja, Wisła” obsługująca rejsy nazwała tę krypę właśnie Basonia”. Aby nie zginęła wiekowa mądrość i wysoka kultura ludowych szkutników.
Prócz Krypy z wycieczkami z Nowego Dworu Mazowieckiego pływa także bat Nadwiślanin, należący do aktywnych mieszkańców z pobliskiego Leoncina. Bat to płaskodenna łódka, nieco krótsza i węższa od krypy, wykonana z – najczęściej sosnowego – drewna. Służyła do transportu towarów, w tych okolicach głównie żwiru. W górę Wisły wykorzystywano proste żagle i wiatr. W dół płynięto wraz z nurtem. Teraz wykorzystuje się silniki, a wycieczka jest dość emocjonująca, gdyż burta ledwo, ledwo wystaje ponad poziom wody.
Warto na wycieczkę zabrać lornetkę, gdyż sternik – przewodnik wskaże nam miejsca gniazdowania rzadkich ptaków. Turystom bez przyrządów optycznych pozostaje podziwianie podchodzących do lądowania na lotnisko w Modlinie boeingów.
Ocalone od zapomnienia stare łodzie na Wiśle piszą swoją nową tradycję. Od kilku lat staraniem proboszcza w Smoszewie odbywa się jedyna w swoim rodzaju procesja Bożego Ciała. Trasa wiedzie Wisłą do Czerwińska, ze stacjami po obu stronach rzeki. I choć rzeczywiście niemal wszystko, co pływa, pojawia się wtedy na wodzie, to najokazalej prezentują się drewniane łodzie. Baldachim z monstrancją umiejscowiony jest oczywiście na krypie.
Nad Wkrą
Kto złapał wodnego bakcyla, ten – już niezależnie od stopnia wioślarskiego zaawansowania – chętnie wybierze się na kajakową wycieczkę. Wkra to 250-kilometrowy dopływ Narwi, dużej części dostępny dla miłośników wioseł. Rzeka płynie na tyle leniwie, że znajdują się też miłośnicy modnych ostatnio desek SUP, na których wiosłuje się stojąc. Dzięki temu mamy nieco inny punkt widzenia niż większość amatorów sportów wodnych. Trudno wprawdzie zabrać na taką deskę dodatkowy bagaż, więc raczej niej jest wykorzystywana przy wielodniowych spływach.
Kajakarze też nie muszą od razu pokonywać wielodniowej trasy. Najpopularniejszy odcinek prowadzi z Sobieskiego do Jońca. W upalne weekendy sprzęt pływający trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Mamy tu pełen przekrój trasy. Łąki i zakola, fragmenty szybszego nurtu i płycizny, na których w czasie niskich stanów wód musimy przepchnąć kajak brodząc. A dodatkowo ruiny jednego z trzech pozostałych nad Wkrą młynów wodnych, które w dawnych czasach były podstawą lokalnego przemysłu. Miłośnicy drewnianych zabytków nie powinni też pominąć drewnianego kościółka świętego Zygmunta w Królewie.
Poniżej Jońca wydaje się, że ruch kajakarzy jest mniejszy. Może to tylko złudzenie, bo nadal znajdziemy tu dobre miejsca do biwakowania, kąpieli czy pikniku. To również dobre miejsce do startu jednodniowej wycieczki kajakowej. Swoich amatorów ma Borkowo, Kosewko czy popularny wśród mieszkańców stolicy Pomiechówek.

Wielkie motyle
W mieszczącym się tu Parku Dolina Wkry miło jest rozprostować kości. Po podziwianiu krajobrazów w pozycji siedzącej i z poziomu wody zmienimy perspektywę. Już do wejścia możemy we własnym tempie zwiedzać ścieżkę edukacyjną. Powstała ona na podstawie książki Emilii Dziubak „Rok w lesie”. Ilustracje można oglądać w drewnianych wiatach rozmieszczonych na trasie. Prócz tego zdjęcia, modele grzybów, gry zręcznościowe i łamigłówki nie pozwolą na nudę. Jeszcze inna perspektywę ujrzymy spacerując kładką w wśród koron drzew. Ale chyba największą atrakcją parku są motyle. Ujrzymy je niezależnie od pogody, bo to modele wykonane w skali 50:1. Żywe owady mają kilka centymetrów; tu rozpiętość skrzydeł liczymy w metrach. Dzięki ekspozycji wiem czym się różni paź królowej od pazia żeglarza. Ale czy rozpoznałbym je na naszych łąkach?
Autor: Mieczysław Pawłowicz
Tekst pierwotnie opublikowany w czasopiśmie „Wasze Podróże” (artykuł udostępniony z archiwum UMWM).
Publikacja sfinansowana ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego.
Materiał promocyjny





















