Życie jak maraton. Sportowa przygoda Michała Strzałkowskiego

   
Autor:
Dodano: 2019/12/25 11:47    views 1341

– Po każdym ukończonym biegu mówię, że mam dość i dam sobie spokój, bo to dalej nie ma sensu. Przychodzi jednak następny rok i latem zaczynam przygotowania do kolejnego maratonu.

Michał Strzałkowski to postać w siedleckim środowisku sportowym nietuzinkowa. Trener piłki nożnej, były bramkarz piłki ręcznej – ale przede wszystkim długodystansowiec. Ukończył 157 maratonów, 20 biegów stukilometrowych, dwa biegi dobowe, a w planach ma jeszcze triathlon. Jest jednym z dwunastu osób, którzy ukończyli wszystkie 41 edycji Maratonu Warszawskiego. Niezłomny biegacz rozpoczął w tym roku rywalizację w kategorii M70, w której często znajduje się na podium zawodów. Mimo ogromnego doświadczenia i tysięcy przebiegniętych kilometrów, skromnie stwierdza, że biega dla zdrowia i dobrego samopoczucia, a priorytetem jest praca zawodowa w siedleckiej policji.

Michał Strzałkowski na starcie Biegu Jacka (z numerem 243).

Zaczęło się od… szczypiorniaka

Miastem lat młodzieńczych Michała Strzałkowskiego jest Tarnów, jednak jego korzenie rodzinne sięgają górskich okolic Bielska-Białej. Jego ciotka była wicedyrektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a synem brata jego ojca był franciszkanin Zbigniew Strzałkowski. Duchowny, pochodzący podobnie jak Michał ze wsi Zawada pod Tarnowem jest pierwszym polskim misjonarzem, który zmarł śmiercią męczeńską – zamordowany w 1991 roku w Peru przez terrorystów z organizacji Świetlisty Szlak. Michał nie rozstaje się ze zdjęciem błogosławionego brata ciotecznego.

Błogosławiony o. Zbigniew Strzałkowski

Do sportu od najmłodszych lat wciągał go ojciec, który trenował boks. Michał jednak postanowił spróbować sił w piłce ręcznej. Jako junior był bramkarzem zespołu MKS MDK Tarnów, który w latach sześćdziesiątych był jedną z najlepszych młodzieżowych drużyn w kraju. Strzałkowski trenował szczypiorniaka pod okiem Stanisława Majorka, którego postać jest doskonale znana wszystkim starszym kibicom polskiej piłki ręcznej. Majorek w latach 1970-1978 był szkoleniowcem reprezentacji Polski, z którą osiągnął brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Montrealu.

Krakowskie inspiracje

Unia Tarnów była pierwszym klubem, w którym Strzałkowski trenował lekkoatletykę. Później przeniósł się do Krakowa, będącego ówczesnym centrum biegowym na południu Polski i zakochał się w nim bez reszty. Możliwości jakie dawały treningi w Wawelu Kraków i Cracovii były dla niego niezapomnianym doświadczeniem. Wielką inspiracją dla młodych krakowskich biegaczy była postać Henryka Szordykowskiego, wybitnego biegacza średniodystansowego Wawelu Kraków – mistrza Europy i olimpijczyka z Meksyku 1968 i Monachium 1972. Strzałkowski zbierał pierwsze doświadczenia jako junior w biegach na Błoniach Krakowskich i startach w niezwykle prestiżowej wówczas 1 Lidze lekkoatletycznej. Trudne treningi w młodości, stały się kuźnią charakteru przyszłego maratończyka.

– Bardzo lubiłem treningi w górskich warunkach. Pamiętam do dziś mordercze podbiegi na wzniesieniu nad Jeziorem Rożnowskim, czy też wbieganie na krakowski Kopiec Kościuszki. Trenowaliśmy w 15-20 osobowych grupach, pod okiem dobrych i wymagających trenerów – wspomina Strzałkowski.

Początki na ziemi siedleckiej

Początki pobytu Michała Strzałkowskiego w regionie siedleckim przypadają na końcówkę lat siedemdziesiątych. Źle poinformowany przez swoją drugą połowę, zamiast do niej do Siedlec – trafił do Węgrowa i tam kontynuował służbę policyjną. Stopniowo zaczęła odzywać się dawna miłość do piłki ręcznej i biegów narciarskich. Znalazło to swoje ujście w działalności w lokalnym klubie piłki ręcznej i rywalizacji narciarskiej na poziomie LZS.

Kolejnymi przystankami Strzałkowskiego na mapie regionu były miejscowości w powiecie węgrowskim – Roguszyn oraz Wierzbno, gdzie Michał współtworzył drużynę mistrzów województwa w piłce ręcznej. W tym czasie Strzałkowski zaliczył swój pierwszy maraton we wrocławskiej Sobótce. Drugim startem tego typu w jego karierze był odbywający się rok później Maraton Warszawski 1979, inicjujący piękną, trwającą do dziś przygodę z tą imprezą. W sierpniu 1980 roku Strzałkowski trafił do podsiedleckiego Kotunia, gdzie był nawet komendantem posterunku milicji.

Biegiem przez komunę

Jednym z powodów, dla którego Michał oddał się bez reszty startom, jest poznawanie ludzi.

– Bieganie to grupa. Z sentymentem wspominam nasze pierwsze wyjazdy biegowe ekipami z Radzynia Podlaskiego i Białej Podlaskiej. Wybieraliśmy się wspólnie na zagraniczne biegi do Włoch, Niemiec, Holandii, Hiszpanii, Francji. Niezapomniane były również wypady z siedlecką grupą na maratony do Berlina Zachodniego. Wyruszał z nami doskonale znany w Siedlcach Juliusz Ziółkowski, czy też wicemistrz Polski w maratonie i legenda Legii Warszawa – Dariusz Wieczorek.

Szara komunistyczna rzeczywistość nie ułatwiała życia amatorom biegania z bloku wschodniego. Ze względu na wzmożoną kontrolę na granicach, podróżowanie i przemieszczenie się pomiędzy krajami, było bardzo utrudnione. Nieliczne biegi miały charakter polityczny, bądź propagandowy. Pozostałe imprezy tego typu były cenzurowane, więc organizatorzy biegów nie mieli możliwości ich nawet zareklamować. – Można było sobie pobiegać, ale lepiej było za dużo o tym nie mówić – wspomina Strzałkowski.

Obecnie na nikim nie robi wrażenia widok biegacza na ulicy, jednak w czasach PRL ten odbiór był zupełnie inny.
–  Kiedyś wszyscy biegający wieczorami po ulicach swoich miejscowości uważani byli za wariatów. Często słyszałem takie głosy i zapewniałem, że przyjdą takie czasy, kiedy wszyscy będziecie chcieli biegać. Ci którzy kiedyś się śmiali z biegaczy, teraz uprawiają nordic walking.

Michał Strzałkowski w gronie 12 osób, które ukończyły wszystkie edycje Maratonu Warszawskiego

Imprezy wyjątkowe

Po wielu latach zmagań z kilometrami, Michał Strzałkowski bez problemu jest w stanie wybrać swoje ulubione biegowe imprezy. Wśród nich nie może zabraknąć kilkuetapowego Biegu Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny. Ten jeden z najstarszych polskich biegów w kategorii ultra, polega na przebiegnięciu dzień po dniu kilku odcinków mających w sumie 100 kilometrów. Strzałkowski w roku 2019 pokonał zamojską setkę już po raz dziesiąty. Bieg jest wyjątkowy ze względu na niesamowitą atmosferę, zróżnicowane etapy, a także możliwość spotkania się i zmierzenia z wyjątkowymi biegaczami.

Zdaniem Strzałkowskiego niezapomnianym przeżyciem jest również start w szwajcarskim ultramaratonie Biel-Bienna. Bieg charakteryzuje się wysokim tempem, w którym trzeba pokonać stukilometrowy dystans. Siedlecki biegacz może się pochwalić na tej trasie wynikiem 9 godzin 58 minut. Cechą charakterystyczną biegu jest to, że zmagania przeprowadzone są nocą.  Po starcie o godzinie 22, na śmiałków czeka bieg po zróżnicowanym terenie – od gór, po tereny płaskie. Biegacze napotykają po drodze różne miejscowości, w których tłumy mieszkańców nie szczędzą gardeł na doping.

Wśród innych ciekawych biegów, który każdy długodystansowiec powinien spróbować, Strzałkowski rekomenduje Ultra Trail du Mont Blanc. Wyczerpujący bieg w stronę najwyższego w Europie szczytu zaczyna się w temperaturze 20 stopni Celsiusza, a pod jego koniec temperatura oscyluje w okolicach zera. Finisz zmagań przewidziany jest w odległości 400 metrów od szczytu. W trasę tego wymagającego biegu najlepiej się wybrać z odpowiednio zaopatrzonym plecakiem.

Bieg Ultra-Trail du Mont-Blanc

Jednym z najciekawszych zawodów w jakich Strzałkowski brał udział, był Bieg na 450 km w ramach obchodów 450-lecia Miasta Siedlce w 1997 roku. Pamiątkowy puchar z tego pięciodniowego biegowego, otrzymany z rąk prezydenta Henryka Guta, jest jednym z najważniejszych trofeów biegowych Michała.

Recepta mistrza

Co jest najważniejsze w dobrym przygotowaniu do pierwszego maratonu? Według Michała Strzałkowskiego są to: właściwe samozaparcie, wiara w to co się robi, stopniowanie obciążenia i systematyczny trening. Swoje trzeba wybiegać. Nie można zapominać również o badaniach.

– Zawsze spoglądam niechętnie na pomysły organizatorów maratonów, którzy pozwalają na starty 15-16 latków. Nie tędy droga. Doskonale znam przykłady zastosowania zbyt dużych obciążeń podczas treningów, co musi się w przyszłości skończyć kontuzjami, a nawet utratą życia. Żyjemy w czasach, w których niewiele wiemy o sobie i o swoim ciele. Organizmy wielu z nas nie są gotowe do uprawiania sportu  i regularnego treningu. Satysfakcji nie może dawać samo przebiegnięcie jakiegoś dystansu, a uczucie że po tym biegu czuję się dobrze i jestem zdrów.

Michał przyznaje, że na kilka maratonów w swojej karierze pojechał w ciemno i ukończył je bez treningów, rzutem na taśmę mieszcząc się w limicie czasowym. Dobry bieg wymaga odpowiedniego rozłożenia sił i przygotowania taktycznego, szczególnie po trzydziestym kilometrze, kiedy to na dobre rozpoczyna się rywalizacja z czasem i z samym sobą. Maratońska życiówka Michała to 2 godziny i 58 minut, osiągnięta w Otwocku w 1985 roku. Dla siedleckiego biegacza był to rok życiowej formy, na którego przestrzeni udało się ukończyć jeszcze 12 innych biegów maratońskich.

Trenerska Iskra do piłki

Dziś mało kto o tym pamięta, ale piłkarska przygoda Michała Strzałkowskiego zaczęła się od futbolu męskiego. Właśnie on był jedną z postaci, które aktywowały w latach osiemdziesiątych Iskrę Kotuń. Strzałkowski awansował z tym zespołem jako trener z klasy-b do ligi okręgowej. Iskra była wówczas prężnie działającą organizacją piłkarską, na której treningi przychodziło po 60 osób. Drużyna rozgrywała swoje mecze w Broszkowie, ale nie był to obiekt pozwalający rywalizować na najwyższym poziomie. Zdarzało się, że w trakcie meczów z pobliskiego ula wylatywały pszczoły, które atakowały piłkarzy i sędziów. Nie mając boiska spełniającego wymagań do gry na poziomie okręgowym, po dwóch awansach Iskra musiała domowe mecze rozgrywać w Siedlcach, co w dłuższej perspektywie było zbyt uciążliwe dla zawodników.

Jeszcze pod koniec lat 90 Michał Strzałkowski był drugim Polakiem pod względem liczby ukończonych maratonów. Wtedy właśnie, jak sam mówi “wziął ślub z piłkarkami” i to szczęśliwe małżeństwo obchodziło w tym roku porcelanowy jubileusz.

Pierwsza kobieca drużyna Strzałkowskiego. UKS Jedynka Siedlce, rok 1999.

Małżeńskie wzloty i upadki

Przygoda Michała Strzałkowskiego z kobiecą piłką zapoczątkowana została przypadkową obecnością na turnieju piłki nożnej kobiet w Warszawie. Dodatkowo, zbiegła się ona z reformą szkolnictwa i powstawaniem gimnazjów. Zaczęło się na małej hali gimnazjum nr 1 przy ul. Konarskiego w Siedlcach, na której nawet nie było bramek. Ich odpowiednikiem były jedynie listwy zamontowane na ścianie przez jednego z rodziców i dwa materace. Tak powstała UKS Jedynka Siedlce. Był to jedyny w Polsce klub funkcjonujący przy Ochotniczym Hufcu Pracy (wówczas Środowiskowy Hufiec Pracy). Dzięki temu, zespół siedleckich piłkarek Jedynki, hojnie finansowany z Warszawy, miał liczne możliwości wyjazdów po całym kraju i gry z prestiżowymi rywalami.

Niedługo potem Strzałkowski wrócił do piłki męskiej. Dostał propozycję pracy w MKS Pogoni Siedlce, gdzie był w 3 lidze asystentem Józefa Topczewskiego. Następnie przez półtora roku prowadził rezerwy Pogoni w okręgówce. Kiedy z Miejskiego Klubu Sportowego piłkarska Pogoń przeszła na swoje – rezerwy wycofano z rozgrywek, a Strzałkowski posiadający już uprawnienia trenerskie wrócił do kobiecej piłki. Mając wolną rękę, zorganizował zespół z którym grał na pojedynczych turniejach. Niebawem odezwała się MKS Pogoń, która po odłączeniu Miejskiego Klubu Piłkarskiego postanowiła podtrzymać futbolowe tradycje, zakładając sekcję piłki nożnej kobiet. Od tej chwili zaczęły się złote lata  siedleckiej piłki kobiecej. Po pięciu latach gry w drugiej lidze, zespół pozbawiony wsparcia osoby chętnej asystować Strzałkowskiemu i bez wystarczającego zaplecza młodszych zawodniczek – powoli zaczynał upadać.

– Obecnie, krok po kroku wstajemy z kolan. Mamy w obecnie gotowe do gry 52 dziewczyny, z czego 12 jest bardzo zaangażowanych. Jako MKS Pogoń Siedlce gramy na turniejach halowych, chcemy wrócić do ligi na pełnowymiarowym boisku od przyszłego sezonu. Niedawno rywalizowaliśmy w hali z zespołami Pragi Warszawa, Górnika Łęczna i Piastovia Piastów,  doskonale znanymi w kobiecej piłce. Jestem zadowolony z postawy dziewczyn. W styczniu będziemy grać w halowych mistrzostwach Mazowsza. Jest poprawa, pojawia się perspektywa i małe światełko w tunelu, mamy szansę wrócić na właściwe tory.

MKS Pogoń Siedlce, halowy turniej w Piasecznie, listopad 2019.

Trudna młodzież

– Jest duża różnica pomiędzy młodzieżą z którą zaczynałem na początku – gdy powstawały gimnazja – a tą obecną. Z roku na rok jest coraz gorzej. Jesteśmy klubem, który nie pobiera pieniędzy za treningi, a mimo to bardzo trudno  jest zmobilizować na nie młodzież. Rodzice w pogoni za pieniądzem i karierą nie mają zbyt dużego wpływu na losy swoich pociech, a te zamiast aktywnie spędzić czas, wolą posiedzieć z telefonem. Na naszych pierwszych zajęciach połowa grupy nie potrafiła zrobić przewrotu i skłonu. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że praca z  kobietami wymaga też innego podejścia, jest to zupełnie inna mentalność niż u chłopców.

Praca z dzisiejszą młodzieżą nie jest łatwa, ale daje Michałowi dużo satysfakcji.

Trener przyznaje, że w kobiecej piłce przeżył i zobaczył już bardzo wiele. Okazuje się, że od środka ten sport wcale nie różni się od swojej męskiej odmiany, a w niektórych aspektach jest nawet bardziej wymagający.

Nowy rok, nowe plany

Cele Michała Strzałkowskiego na rok 2020? Dotrwać do jubileuszu pięćdziesięciolecia swojej pracy w policji, do którego brakuje mi roku. Zagrać w 4 lidze z piłkarkami. Wziąć udział w mistrzostwach Polski w biegu dobowym w Katowicach i uplasować się na dobrej pozycji wśród swoich rówieśników. Oczywiście celem jest ukończyć też kolejny Maraton Warszawski.

– Przyda się również zdrowie, od którego też bardzo dużo zależy – dodaje  pan Michał.

70-latek przyznaje na koniec żartobliwie, że jeżeli zrealizuje plany na najbliższy rok – to pozostanie mu już tylko przebiegnięcie Wielkiego Muru Chińskiego i zdobycie tytułu mistrza świata w swojej kategorii wiekowej.

 

Zdjęcie główne: start pierwszego Maratonu Warszawskiego w 1979 roku. Michał Strzałkowski z numerem 232.

źródło: własne; foto: archiwum prywatne Michała Strzałkowskiego/Kamil Sulej/Maciej Sztajnert/tarnow.in/runandtravel.pl

 

 





Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kustosz
Gość
Kustosz
10 miesięcy 3 dni temu

Pozytywny czlowiek. Zdrowia Panie Michale

Tom
Gość
Tom
10 miesięcy 2 dni temu

Czlowiek ktory wprowadzal w rezerwach Pogonii taktyke zwana “nawalnica” 1-4-2-4 .Legendarna taktyka w siedleckim srodowisku pilkarskim

kura3
Gość
kura3
9 miesięcy 27 dni temu

Tak tak, to znana taktyka jeszcze z przed wojny.

wpDiscuz




Sponsorzy

Patronat medialny