piątek, 1 marca 2024r.

Veni, vidi, vici

Prezes MKK Siedlce Arkadiusz Mazurkiewicz opowiada o wywalczonym awansie do ekstraklasy i pierwszych przymiarkach do gry w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej.

Co zdecydowało o tym, że MKK awansował do ekstraklasy?
Wspaniały duet Mazurkiewicz – Mollov.

A coś poza tym?
Po rozsypce żeńskiego basketu w Piasecznie skontaktowałem się z Todorem Mollovem. Przed nawiązaniem kontaktu przeprowadziłem delikatny wywiad wśród zaufanych ludzi z czasów sukcesów w koszykówce młodzieżowej. Po głębokich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że zatrudnienie Mollova będzie dobrym wyborem. Na prezentacji w Centrum Kultury i Sztuki, która odbyła się 3 lata temu, doświadczony szkoleniowiec mówił o potrzebie trzech sezonów, aby kolejno zadomowić się w lidze, wejść do najlepszej ósemki i wreszcie wywalczyć awans do ekstraklasy. Te ambitne cele zostały zrealizowane w 100 procentach.

Trener Mollov zdaje się wyjątkowo doceniać atmosferę w sferze sportu w Siedlcach?
Można o nim i o mnie powiedzieć, że przybyliśmy, zobaczyliśmy, zwyciężyliśmy. Ja jestem rodowitym Ślązakiem, który do Siedlec przeniósł się w 1975 roku. W tamtym czasie mocny przemysł ściągnął bardzo wiele osób z innych rejonów Polski. Urodziłem się w Opolu, ale w tym momencie moje serce bije dla Siedlec.

Czy drugi sezon, w którym awans był o krok, siedzi w panu jak zadra?
Wydawało mi się, że te dziewczyny, które wtedy stanowiły o sile zespołu miały dużo więcej do udowodnienia. Nie można zwalać winy za tamten sezon wyłącznie na zawodniczki, bo błędy popełnili wszyscy poza sponsorami, którzy są wierni klubowi w każdej sytuacji. Miasto Siedlce przeznaczyło tak ogromne środki na sport, że nie wypadało nie osiągnąć sukcesu. Można było wówczas coś więcej wygrać, ale i tak dziewczynom z pierwszego i drugiego sezonu należą się ogromne gratulacje. Tamte wyniki dały nam sygnał, że coś jeszcze trzeba poprawić. Przede wszystkim poszukiwanie dziewczyn pod kątem mentalnym, co nam się w pełni udało w niedawno zakończonych rozgrywkach. Nie chcieliśmy podziękować wszystkim dziewczynom, ale nasze drogi rozeszły się głównie z powodów finansowych.

W przekroju całego sezonu co było największym sukcesem?
Na pewno nasza stabilna forma. Do tego kontuzje przydarzały się w takich momentach, kiedy mogły się zdarzyć. Pełne zaufanie i znalezienie wspólnego języka z dziewczynami także miało wpływ na końcowy sukces.

Awans jest kolosalnym wyczynem. Na usta ciśnie się jednak pytanie: Ekstraklasa i co dalej?
Jesteśmy na początkowym etapie budowania budżetu i mamy przekonanie, że uda ma się zebrać potrzebne pieniądze. Nie po to wchodziliśmy do ekstraklasy, żeby siedzieć z założonymi rękami. Chcemy budować zespół, który będzie walczył o najwyższe cele. Może nie o medale, ale o co najmniej miejsce w połowie tabeli. Szukamy sponsorów, do końca maja chcemy mieć finalne podpisy na umowach, co jest wymogiem postawionym przez PZKosz. W pierwszym sezonie planujemy mocno zaistnieć na parkietach Tauron Basket Ligi, w kolejnych rozgrywkach powalczyć o coś więcej. Chcemy zdobyć medal dla Siedlec.

Czy można się spodziewać rewolucji kadrowej przed startem nowego sezonu?
Każda z zawodniczek otrzyma propozycję kontraktową. Ekstraklasa to wyższa półka, zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Rewolucji kadrowej z różnych powodów się nie uniknie, nawet z racji konieczności posiadania głębi składu. Mamy już za sobą przegląd zawodniczek zza Oceanu, z bloku wschodniego i z rynku bałkańskiego. Na pewno nowe twarze się w klubie pojawią. Kolejną sprawą jest stworzenie drugiego zespołu, który chcemy oprzeć o studentki i wychowanki zespołu. Całkowicie nowy pomysł, żeby rozwinąć tę dyscyplinę nie tylko w Siedlcach, ale i w całym regionie.

Jest prawdopodobne, że MKK będzie jedynym przedstawicielem ekstraklasy ze ściany wschodniej w przyszłym sezonie ekstraklasy, co także dodaje estymy klubowi i miastu.
Oczywiście, że tak, ale wiąże się z tym problem logistyczny, czyli dalekie, dwudniowe wyjazdy. Jesteśmy od centrum Polski jedynym klubem na Wschodzie. Chcemy wykorzystać ten potencjał. Dwadzieścia lat się w to bawię, ale trzeba iść do przodu i po spełnieniu wielkiego marzenia postarać się o zapisanie kolejnych kart tej pięknej historii. Tradycyjnie warto powtórzyć motto trenera Mollova – Nigdy euforia, nigdy załamanie. Na koniec kariery szkoleniowej jak powstanie hala widowiskowo-sportowa w Siedlcach to może jeszcze trenerowi Mollovowi dane będzie poprowadzić zespół w Eurolidze?

 

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze Życia Siedleckiego

 

źródło: własne; foto: Maciej Sztajnert

DODAJ KOMENTARZ

ZOBACZ TAKŻE

KONTRAHENCI

PATRONAT MEDIALNY

PATRONAT MEDIALNY

;