niedziela, 14 lipca 2024r.

Teodor Mollov: Diabeł tkwi w szczegółach

O niedawno zakończonym sezonie w TBLK oraz o przyszłości żeńskiego basketu, nie tylko w Siedlcach, opowiedział nam Teodor Mollov.

Sezon 2015-16 w wykonaniu MKK był pełen wzlotów i upadków – nie tylko sportowych. Jak pan oceni mijające rozgrywki?
Sezon miał trzy odsłony. Pierwsza była taka, że mieliśmy zamiar zrobienia zespołu, który będzie miał osiągnąć wynik. Następna odsłona szybko sprowadziła nas na ziemię. Pod koniec października dowiedzieliśmy się, że budżet, który mamy na nic nam nie starczy. Nie chcę wnikać – dlaczego tak się stało, kto jest winien, kto popełnił błąd? Dla mnie liczy się fakt, a on jest taki, że musieliśmy mieć natychmiast plan naprawczy, który był taki: po pierwsze – utrzymać zespół i zakończyć ligę; po drugie – stworzyć drużynę na miarę możliwości finansowych, która nie będzie przynosiła wstydu i po trzecie – utrzymać ekstraklasę dla Siedlec. Uważam, że te trzy rzeczy były jak najlepiej wykonane z naszej strony. Ukończyliśmy rozgrywki, nie przynieśliśmy wstydu i zachowaliśmy miejsce w ekstraklasie. Trzecia odsłona była najbardziej niespodziewana, czyli euforia, że damska koszyków może być dalej w Siedlcach. Podtrzymuję to, że plan naprawczy i nasze dalsze działania mogą doprowadzić do tego, że w sierpniu rozpoczniemy okres przygotowawczy przed kolejnym sezonem, a na przełomie września i października wystartujemy w nowym sezonie w ekstraklasie.

Ostatni sezon pokazał, że nie ma sensu tracić czasu, pieniędzy i zdrowia na inwestowanie w zagraniczne „gwiazdy”. Panu jako selekcjonerowi reprezentacji Polski nie trzeba tego tłumaczyć.
To jest bardzo dobre pytanie i dokładna konstatacja. Muszę powiedzieć, że następna odsłona w siedleckiej damskiej koszykówce będzie oparta o opracowany przeze mnie projekt. Zakłada on, że od sierpnia będziemy mieli nowy, czysto polski zespół, który będzie dawał szansę na rozwój młodym koszykarkom, aspirującym do gry w reprezentacji. Miniony sezon pokazał, że konsekwentna praca doprowadza do tego, że zawodniczki z określonym talentem i możliwościami mogą być wprowadzone do kadry i udowodnić, że za dużo mniejsze pieniądze mogą grać lepszą koszykówkę.

DSC_0563

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za twarz tego projektu mogłaby służyć Magdalena Koperwas, która z zawodniczki pojawiającej się epizodycznie w ekstraklasie stała się jedną z jej polskich gwiazd w barwach MKK.
Ona jest najlepszym przykładem konsekwentnej pracy. Ściągnęliśmy ją z Gdyni, gdzie grała po 5 minut, a u nas zaczęła grać po 35 minut. Koperwas doszła do takiego poziomu, że w rankingu eval w ekstraklasie jest trzecią Polką – za Skobel i Żurowską-Cegielską. Jeżeli ktoś powiedziałby przed rokiem albo nawet sześcioma miesiącami, że ona będzie w tej pierwszej trójce to zostałby uznany za wariata albo dyletanta. Praktyka pokazała co innego, pokazała to, że jak komuś da się szansę to można na tym zyskać. Kolejnym przykładem jest Trzeciak. Zawodniczka, która latem nie miała propozycji nawet z I ligi. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy była jedną z najlepiej rozgrywających Polek w ekstraklasie, a przecież nigdy nie była szkolona do gry na jedynce. Z przymusu po 4-5 miesiącach szkolenia na tyle się wyrobiła, że zaczęła wykonywać rolę, która jest najcięższa w każdym zespole. Dzięki swojej postawie weszła do szerokiej kadry reprezentacji. Najświeższym przykładem jest Aldona Morawiec. Dziewczyna, która miała eval 1,5 i epizodycznie wchodziła na ekstraklasowe parkiety. Po przyjściu do nas stała się podstawową reprezentantką Polski. Pokazała taką klasę, że już po sezonie dzwoniły do niej zespoły, które wcześniej nie wiedziały o jej istnieniu. Warto też wspomnieć o Parysek. Była to I-ligowa koszykarka, o której nikt nie myślał w kontekście gry w ekstraklasie. Po trzech miesiącach zaczęła robić przykre niespodzianki reprezentantkom Polski, myślącym, że jest to przeciwniczka niegodna uwagi, a życie pokazało, że Parysek była nie do zatrzymania. Tyle wystarczy. Ten projekt, który stworzyliśmy to jest jedyna szansa na rozwój polskich zawodniczek i – co równie ważne – jedyna szansa na istnienie ekstraklasowej drużyny w Siedlcach.

Czy brak wymienionych zawodniczek w kadrach bardziej majętnych drużyn świadczy o braku rozeznania czy lenistwie decydentów?
My sięgnęliśmy po tez zawodniczki z przymusu. Od kilkunastu lat w Polsce było grono wyjątkowo utalentowanych polskich zawodniczek. Szczelna reprezentacja nie wpuszczała nikogo z zewnątrz, a wszystkie koszykarki powoli, powoli doszły do wieku emerytalnego. Brakowało młodych uzupełnień i zaczęło się ściąganie na gwałt zawodniczek zagranicznych. U nas jest taki system, że dwie Polki muszą grać. One mają w najbogatszych drużynach bardzo dobre kontrakty, a obok nich zbierają się 4-5 koszykarki z zewnątrz, które na dobrą sprawę ciągną wózek. Polskie zawodniczki stają się wtedy tłem, są tylko pomocniczkami, są spadem. Kolejną wadą istniejącego systemu było hamowanie rozwoju młodych koszykarek. Reprezentantki od U-20, które coś znaczą w Europie są w klubie zawodniczkami numer 11 lub 12. Po dwóch latach siedzenia na ławce taka zawodniczka ginie.

Czemu ma służyć pański projekt zmian w polskiej żeńskiej koszykówce?
Musimy stworzyć pomost pomiędzy młodzieżową reprezentacją, SMS a ekstraklasą. Nie możemy dopuścić do tego, żeby młode koszykarki przepadały. Kluczowym elementem mojego projektu jest stworzenie ligi kontraktowej, brak spadków przez 3 lata. W praktyce będzie to oznaczało, że kluby z mniejszym budżetem nie będą się rzucały na przepłacane zagraniczne koszykarki, ale będą budować zespół w oparciu o polskie zawodniczki. Z moich obliczeń wynika, że liczba potencjalnych reprezentantek Polski regularnie grających w ekstraklasie wzrośnie z 30-35 do 80-90. Chodzi o granie, a nie bycie na ławce. Obecnie ciężko jest skompletować wartościową piętnastkę. Myślę, że te plany zaprocentują w perspektywie eliminacji do mistrzostw Europy w 2019 roku i Igrzysk Olimpijskich Tokio 2020. Koszykówka damska na świecie jest tak do przodu, że niezwykle ciężko będzie się przebić. Nas jednak nie stać na to, aby nic nie robić. Musimy zastąpić starsze zawodniczki, które zrobiły swoje dla Polski. Mam do nich ogromny szacunek, ale wiek jest wiekiem, fizjologia jest fizjologią, biologia jest biologią. Przychodzi moment, kiedy nie da się dalej grać na wysokim poziomie. Chcemy wprowadzić młode zawodniczki, których styl gry zostanie dopasowany do ich możliwości. W następnych paru latach nie będziemy mieli centerek z prawdziwego zdarzenia, nie będziemy mieli wysokich zawodniczek, które będą rządziły w Europie. Musimy więc stworzyć zespół, który będzie opierał się na kondycji, szybkości, woli walki i agresywnej obronie. Tylko regularna gra w ekstraklasie może dać podstawy do budowy stabilnej reprezentacji. Można powiedzieć, że obecny etap tworzenia kadry przypomina początek mojej pracy w Siedlcach.

DSC_0618

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakie byłyby założenia ligi kontraktowej?
W obecnej fazie rozmów ligę stworzyłoby 12 zespołów. 11 z poprzedniego sezonu i 1 beniaminek, można typować, że nowicjuszem będzie Ostrovia Ostrów Wielkopolski. Jeżeli prezesi klubów, zarząd PZKosz mają inne poglądy to liga może zostać powiększona do 14.

Jest pan pewny, że prezesi klubów zgodzą się na taki system?
Konsultacje były przeprowadzone. Większość prezesów jest za ligą kontraktową. Nigdy nie pozwoliłbym sobie na robienie czegoś przeciwko klubom, czy przeciw moim kolegom. Procentowo mogę powiedzieć, że 80% ludzi zaangażowanych w ten biznes, uważa, że jest to jedyna droga. Gwarancja budżetu na polski zespół powinna sprawić, że kluby nie będą musiały drżeć o byt, jak to miało miejsce w poprzednich latach. W momencie kiedy nie będzie spadku codzienne funkcjonowanie drużyn będzie wyglądało inaczej. Gdy nie ma siekiery nad głową można spokojnie pracować i budować zespół z myślą o przyszłości. Nie jest sztuką nakupić, zrobić superskład na trzy miesiące, a w czwartym zwalniać. My to przerabialiśmy w MKK. Nie ma sensu dalej pracować na kawałki.

A czy nie zdarzy się tak, że wszyscy zgodzą się na ustalenia projektu, by tuż przed startem ligi ściągnąć trzy Amerykanki i w lidze wygrywać 100 do 30?
Nie będzie tak, ponieważ zespoły, które zdecydują się na rozwój polskich zawodniczek będą miały określony cel, a nie będzie nim obrona przed spadkiem. W kontraktowej lidze unika się wyrzucania pieniędzy, których nie ma na uratowanie ligi. Tak zrobił Konin w zeszłym roku. Nakupili, uratowali i zbankrutowali. Coś takiego nie powinno już się zdarzyć.

Trudno mi wyobrazić sobie Artego, Ślęzę czy Wisłę grające w 100-procentach Polkami.
Nie będzie tak. Kluby o budżetach 2,5-3 miliony złotych i wyższych będą walczyły o medal i grę w Europie. Niech kupują dwie, trzy, pięć zagranicznych – to nie przeszkadza. Niech mają w składach najlepsze i najdroższe Polski – to też nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, to pomaga. Liderki reprezentacji skupią na sobie uwagę w czasie walki o medale, ale przy okazji zrobią miejsce na rozwój 50 rodaczkom w zespołach z dolnej połowy tabeli. Spójrzmy na Sosnowiec w minionym sezonie. Polki nie decydowały tam o niczym. Jeżeli Amerykanki miały dobry dzień to było zwycięstwo, jeżeli nie to była porażka. Żadna Polka nie miała wpływu na grę beniaminka z Sosnowca. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Z całym szacunkiem dla drużyny z Sosnowca, która wykonała swoje zadanie – podobnie jak my w debiutanckim sezonie. Jeżeli takie zespoły jak MKK, AZS PWSZ, Widzew stworzą warunki do rozwoju co najmniej 8 zdolnych polskich koszykarek to będzie korzystne dla kadry i żeńskiego basketu. Nie widzę innej drogi rozwoju. To nie jest tak, że administracyjne zmiany załatwią wszystko. Sukces projektu zależy od działań klubów i pracy trenerów.

Co już wiemy o przyszłym sezonie?
To jest najtrudniejsze pytania. Na dzisiaj nie jestem w stanie odpowiedzieć, mogę tylko zarysować plany. Jeżeli realizacja projektu przebiegnie prawidłowo, a podmioty zaangażowane w niego dogadają wszystkie szczegóły finansowe i organizacyjne, to musimy zacząć okres przygotowawczy 15 sierpnia. Jeszcze raz podkreślę, że wszelkie rozmowy obecnie toczone zostaną zakończone do 15 maja. Jeżeli podmioty zaangażowane w projekt wykonają swoje obowiązki to będę spokojny o przyszłość siedleckiej koszykówki. Jeżeli nie to nie ukrywam, że czarno widzę. Ludzie, którzy zaangażowali się w ten projekt są na tyle poważni, że należy ocenić jego pewność na 75-80%. Jak to mówią w Polsce: „diabeł tkwi w szczegółach”. Do 15 maja zawodniczki muszą też wiedzieć na czym stoją, a chętnych na siedleckie koszykarki nie brakuje. Musimy także w szybkim tempie znaleźć szóstkę do naszej czwórki. Mogę powiedzieć, że jest pole do popisu, ale musimy przyspieszyć. Musimy wiedzieć na czym stoimy, nie tylko tu w Siedlcach. Ten projekt to nie jest tylko ratowanie MKK, to jest ratowanie polskiej koszykówki.

 
Rozmawiał: Kamil Sulej

DODAJ KOMENTARZ

Jedna odpowiedź

  1. dobry kierunek – fajnie jakby z piłką nożną Pogoń poszła w podobny projekt

ZOBACZ TAKŻE

KONTRAHENCI

PATRONAT MEDIALNY

PATRONAT MEDIALNY

;